Wysokie, Żydowskie i Ciechania

Wysokie, Żydowskie i Ciechania – Beskid Niski wiosną

Na krótką, wiosenną wycieczkę wybrałem tym razem Beskid Niski.

Nie miałem tym razem pomysłu na wycieczkę, a w dodatku nie ufałem prognozom pogody. Niby chciałem pokręcić się gdzieś po szlakach, ale najlepiej, jakby mnie w góry ktoś teleportował, bo jechać mi się nie chciało. W przypływie olśnienia przypomniałem sobie jednak, że poleciliście mi w mediach społecznościowych kilka szlaków właśnie na takie okazje. Myśli skierowałem więc ostatecznie w stronę Beskidu Niskiego, a konkretnie szczytu o nazwie Wysokie.

Pokonałem wewnętrzną, leniwą bułę, co z wiekiem przychodzi mi coraz trudniej, spakowałem się, no i mniej więcej po godzinie jazdy pojawiłem się w Krempnej. Wyobraźcie sobie, że nawet zadałem sobie trud i podjechałem do centrum miejscowości, by zakupić bilet wstępu do Magurskiego Parku Narodowego. Specjalnie skręciłem z obranej trasy. Na miejscu okazało się jednak, że ze względu na obostrzenia sanitarne, takiej możliwości nie ma. Bo wiecie, to był ciągle ten moment walki z pandemią.

 

Pamiętam, że kiedyś można było wejściówkę zakupić poprzez SMS, co dla turysty było szybkie i wygodne, ale ta metoda odeszła już do historii. Co robić teraz? A no da się bilet zakupić przez internet, więc brzmi fajnie, ale czy koniecznie na każdej stronie trzeba się rejestrować, podawać swoje dane i ustalać hasło? Czy nie dałoby się tak po prostu wklepać nazwiska, zapłacić i już? Mniejsza jednak o to i wróćmy na szlak.

Ten ma akurat kolor zielony i prowadzi na południe w zasadzie z centrum Krempnej. W tym roku stuknęła mi trzydziestka i czasami jest mi już wszystko jedno, ale jeszcze nie aż tak, żebym godzinami miał iść asfaltem. Spróbowałem więc podjechać nieco dalej. Wieści są takie, że pozostawienie samochodu gdzieś przy drodze jest trudne, ale jeśli jesteście zdesperowani, to dacie radę. Uważajcie tylko na zakazy.

Szlak z Krempnej to początkowo po prostu asfaltowa droga

Szlak z Krempnej to początkowo po prostu asfaltowa droga

 

Legenda niesie, że kiedyś ta droga była dziurawa jak ser, ale moje stopy przywitane zostały powierzchnią tak gładką, że odcinek prowadzący nad Morskie Oko może się schować. Trochę aż nieswojo mi się zrobiło. Niby Magurski Park Narodowy i wokół dzika przyroda, a te pierwsze wrażenia sporo odbiegały od moich wyobrażeń. Dziarsko jednak zabrałem się do marszu, bo plany miałem zaskakująco ambitne. Ja wiem, że Beskid Niski jest niski i ogólnie na papierze nie zachwyca, ale jako przedstawiciel ludzi, których można opisać drugim członem wspomnianego pasma, będę w tym tekście apelował: nie wzrost się liczy, a charakter!

Wchodzę do Magurskiego Parku Narodowego

Wchodzę do Magurskiego Parku Narodowego

 

Zwłaszcza przy lepszym poznaniu, bo przy tym pierwszym szlak wydał mi się nudziarzem. Równy, płaski, a wokół drzewa. Taki stateczny gość, co to go można matce przedstawić, ale raczej o uniesieniach mowy być nie może. Jak jednak wspomniałem, liczy się wnętrze, toteż postanowiłem zignorować pierwsze, niekorzystne wrażenie, jakie zrobiła na mnie wędrówka. Z tego też powodu oszczędzę wam opisu pierwszych minut marszu. W końcu dotarłem jednak do skrzyżowania, które interesowało mnie z dwóch powodów.

To tutaj mogłem opuścić autostradę monotonii, by z podniesionym tętnem ruszyć ku szczytom. W tym miejscu bowiem odbijała ścieżka prowadząca na Wysokie, czyli niewybitny, ale widokowy wierzchołek, na którym planowałem urządzić sobie mały, fotograficzny plener. Skoro to ładne miejsce, to zaplanowałem wycieczkę w taki sposób, żeby znaleźć się tam mniej więcej przed zachodem słońca. Drugi powód był prosty – chciałem orientacyjnie zobaczyć, którędy mniej więcej będę schodził po zmroku.

Skrzyżowanie. W prawo Wysokie, a w lewo Żydowskie i Ciechania

Skrzyżowanie. W prawo Wysokie, a w lewo Żydowskie i Ciechania

 

No i jeśli interesuje was tylko sam szczyt, to śmiało ciśnijcie do góry, bo kwestia wejścia na Wysokie to mniej więcej dodatkowa godzina przebierania nogami. Jeśli chodzi o mnie natomiast, to odrzuciłem te pokusy, bo przecież południe było i co miałbym tak długo robić na szczycie. Udałem się więc dalej wzdłuż drogi, by poznać nieco historii tego miejsca. Beskid Niski jest ciekawym pasmem nie tylko dla osób ceniących sobie walory przyrodnicze, ale też dla tych, których interesuje przeszłość konkretnego miejsca. Przekroczyłem mostek i po kilku chwilach dotarłem do tablicy z oznaczeniami ciekawszych punktów na trasie.

Żydowskie to nieistniejąca już, łemkowska wieś, którą jeszcze pod koniec XIX wieku zamieszkiwało blisko 500 osób. Podczas pierwszej wojny światowej wieś została jednak poważnie zniszczona, a dramatu mieszkańców dopełniły wydarzenia drugiej wojny światowej. Trudno to sobie początkowo wyobrazić, ale jedyne ślady historii to w gruncie rzeczy cerkwisko, cmentarz i kilka przydrożnych kapliczek. Tylko tyle zostało po tętniącej niegdyś życiem osadzie. Tuż przy drodze znajdują się tablice z historią tego rejonu, więc jeśli będziecie tamtędy wędrować, to warto się z ich treścią zapoznać.

Czasami jest na czym zawiesić oko

Czasami jest na czym zawiesić oko

 

W końcu ruszyłem dalej, bo na Wysokie planowałem się dostać może i w ciekawy, ale jednak mocno okrężny sposób. Ciągle miałem sporo do przejścia. Poruszałem się dalej asfaltową drogą, a potem maszerowałem nią jeszcze kawałek. Minąłem zabudowania terenowej stacji badawczej, a następnie nie działo się w zasadzie nic. Nie działo się jednak w sposób dziwnie przyjemny, bo było ciepło, bezchmurnie, no i kompletnie pusto. Może do tej monotonnej trasy bym się trochę przyczepił, ale czy rozsądnie obwiniać drogę o to, że jest drogą? Widoki zresztą były całkiem ładne i sielankowe.

I tak kilometrami

I tak kilometrami

 

Gdy uśpiona kolejnymi kilometrami szosy świadomość powróciła, znajdowałem się już w kolejnym, bardzo ciekawym punkcie mojej wycieczki przez Magurski Park Narodowy. Oto mogłem sobie wyobrazić, jak w rozpościerającej się przed moimi oczami dolinie, znajdują się zabudowania kolejnej wsi. Wyobrazić, bo Ciechania podzieliła los poprzedniej, mijanej przeze mnie wsi. Ze względu na ochronę przyrody wstęp do Ciechanii jest mocno ograniczony i oficjalnie tak po prostu wejść tam nie można. Z informacji na stronie parku wynika jednak, że na wycieczkę przez dolinę można wybrać się w weekendy, biorąc udział w przejściu z pracownikiem MNP, albo w ramach grupy z własnym, licencjonowanym przewodnikiem. Oczywiście zachęcam do poznania szczegółów na stronie parku.

Gdzieś tam w dolinie znajdowała się Ciechania

Gdzieś tam w dolinie znajdowała się Ciechania

 

Moim celem na ten dzień było i tak Wysokie, więc zadowoliłem się odpoczynkiem na skraju ładnej, widokowej polany. Kawałek wyżej, przy drodze, znajduje się tablica z historią wsi i jeśli dobrze pamiętam, to jeszcze jedna z podpisaną panoramą. Fajna sprawa. No a gdybym miał krótkim opisem podsumować ten kolejny odcinek, to wspomniałbym tylko tyle, że otoczenie było urocze, a asfalt ciągnął się dalej i dalej. A potem jeszcze kawałek.

Zaskakująco miło było wreszcie wejść do lasu

Zaskakująco miło było wreszcie wejść do lasu

 

Czasami dopadają mnie w życiu wątpliwości. Że może się pogubiłem i może nie tędy droga. Nie inaczej było i tym razem, gdyż asfaltowy odcinek uparcie nie chciał się skończyć, mimo że wysyłałem mu już od godziny telepatyczne sygnały, aby to zrobił. Chęci, by stawiać kolejne kroki, już od jakiegoś czasu nie miałem, ale trzeba było się jakoś dostać do kolejnego punktu na trasie wycieczki.

Tym miejscem był Czumak, czyli niewybitne wzniesienie, gdzie wreszcie mogłem porzucić nudną szosę i wkroczyć w leśny odcinek z prawdziwego zdarzenia. Odzyskałem radość i pognałem ścieżką prowadzącą wśród drzew. Rozśpiewały się ptaki i znów coś dzikiego łamało gałęzie nieopodal mnie. Zawsze wtedy przełączam się w tryb: „Ogarnij się Mati, to na pewno sarenki.” Póki co działa.

Szczyt i podpisane panoramy

Szczyt i podpisane panoramy

 

No i po chwili wyszedłem na bardzo rozległą, szczytową polanę. Oczywiście mogłem dostać się na Wysokie tak normalnie, wchodząc tu wprost z tego początkowego skrzyżowania, ale mimo wszystko miło było powłóczyć się po tych nowych dla mnie rejonach. Okolice wzniesienia są ponoć regularnie koszone przez pracowników Magurskiego Parku Narodowego. Wszystko ze względu na ochronę występujących tutaj gatunków. To równocześnie plus dla wszystkich tych, którzy lubią podziwiać rozległe widoki, bo takie działanie niesie nadzieję, że punkt widokowy po prostu nie zarośnie.

Stamtąd przyszedłem

Stamtąd przyszedłem

 

Wracając więc do kwestii panoramy, to jest ona zaskakująco przyjemna dla oka. Wysokie nieznacznie przekracza 600 m n.p.m., a przy dobrej pogodzie da się nawet wypatrzeć odległe o blisko 100 km Tatry. Na wierzchołku znajdują się też tablice z opisanymi widokami. W całym tym misternym planie nie dopilnowałem tylko jednej rzeczy. Na Wysokie dotarłem, zachód był przede mną, zachmurzenie wbrew prognozom było niewielkie, no i gdy sięgnąłem do plecaka po kurtkę, okazało się, że ta została w samochodzie. W czasie marszu to nie problem, ale zamierzałem jednak przez chwilę sterczeć na szczycie w bezruchu, a wiosenne wieczory bywają rześkie i wietrzne.

Widoki były naprawdę ciekawe

Widoki były naprawdę ciekawe

 

Cóż było począć. Skupiłem się na szukaniu jakichś ciekawych kadrów, żeby o chłodzie nie myśleć, co na takiej obszernej łące nie jest zbyt prostym zadaniem. Ciekawie prezentował się krajobraz wzdłuż szlaku mojego zejścia, a z każdą chwilą słońce coraz ciekawiej oświetlało okolicę. Pokazały się też Tatry, co mocno mnie ucieszyło, a kiedy już miałem się pakować i schodzić, chmury bardzo efektownie przyozdobiły zachodni horyzont. Zrobiłem kilka zdjęć, a następnie ruszyłem w drogę powrotną.

Wysokie i zachód słońca na szczycie

Wysokie i zachód słońca na szczycie

 

Zejście było momentami zaskakująco strome, ale droga minęła szybko. Znów coś szeleściło w pobliżu, ale filozofia: „Ogarnij się, to na pewno sarenki” raz jeszcze zdała egzamin. Końcowy, asfaltowy odcinek pokonywałem już siłą woli. Zwłaszcza po tak atrakcyjnym zachodzie słońca. I to tyle. W mojej opinii Beskid Niski to świetne miejsce właśnie na tego typu wycieczko. Trochę historii, trochę widoków, a przede wszystkim dużo spokoju i ciszy. Jeśli planujecie wyjść tylko na Wysokie, to startując z Krempnej zajmie wam to mniej więcej dwie godziny. Polecam natomiast tę dłuższą pętelkę, zwłaszcza jeśli macie trochę wolnego czasu. Ostrzegam jednak – czeka was wtedy sporo maszerowania asfaltem.


Na koniec zostawiam jeszcze relację w formie krótkiego filmu i gorąco zachęcam do subskrybowania naszego kanału na Youtubie. Jeśli chcecie być na bieżąco z kolejnymi wpisami, to polecam zapisanie się do newslettera. Można nas też śledzić w mediach społecznościowych. Pozdrawiamy!

2 komentarze
  • Anonim
    Posted at 10:05h, 23 czerwca Odpowiedz

    Dużo chodzę po lesie (Puszcza Napiwodzko-Ramucka) i za każdym razem, gdy łamacz gałęzi wybiegł mi przed nos była to ZAWSZE „sarenka”, to tak by upewnić Cię, że tok rozumowania jest słuszny 😀
    Fajna wycieczka, zaraz sobie zrobię kawę i przeczytam jeszcze raz 😉

  • Veta
    Posted at 09:18h, 23 czerwca Odpowiedz

    Zieloni…ymmmm uwielbiam 🙂 Zawsze z niecierpliwością czekam na kolejne relacje ze szlaków, na opisy, zdjęcia, filmy 🙂 Dziękuję, lubię jak zielono mi 🙂

Post A Comment