Skip to main content

Tym razem wybrałem się na Śnieżkę – najwyższy szczyt Karkonoszy i Sudetów w ogóle

Wycieczka na Śnieżkę to zdaje się obowiązkowy punkt wizyty w Karkonoszach. Ba, pewnie by mnie z Karpacza nie wypuszczono, gdybym się na najwybitniejszą górę w kraju nie wybrał. Na szczycie byłem już w przeszłości, ale pogoda zupełnie wtedy nie dopisała. Tym razem miało być inaczej i już nie mogłem się doczekać przemierzania ścieżek w tym pięknym paśmie górskim.

[Wycieczka w skrócie]

Dystans: 18 km
Suma podejść: 940 m
Czas przejścia: 6:05 h
Szlak to pętelka – zaczyna się i kończy w Karpaczu
Na trasie liczne schroniska, w których można wypocząć
Na wędrówkę możesz zabrać psa

 

 

Na Śnieżkę szlakiem z Karpacza

 

Postawiłem na sprawdzone rozwiązania, więc moją wycieczkę na Śnieżkę rozpocząłem tuż obok malowniczego kościoła Wang. Posłużę się archiwalnym zdjęciem, żeby wam go pokazać, bo na szlak wybrałem się o godzinie niezbyt sprzyjającej fotografowaniu, więc kierunku kościoła tym razem nawet nie zerkałem. Budowla ta już na pierwszy rzut oka wyróżnia się, jeżeli mowa o architekturze Karpacza, a to wszystko dlatego, że obiekt ten pochodzi… z Norwegii. Do Karpacza przeniesiono go w 1842 roku.

Wang w Karpaczu

Wang w Karpaczu

 

Początek wędrówki był raczej spokojny. Sprawnie odnalazłem oznaczenia szlaku żółtego i niebieskiego, po czym ruszyłem przed siebie. Po kilkudziesięciu minutach znalazłem się więc w okolicach Polany, czyli charakterystycznego, skrzyżowania szlaku, a dalej wygodnym, oczywistym chodnikiem, pędziłem w stronę Kotła Małego Stawu.

W drodze do Samotnii

W drodze do Samotni

 

Otaczające go ściany, sięgające 200 metrów wysokości, zrobiły na mnie spore wrażenie, ale jeszcze ciekawszy byłem widoków spod schroniska Samotnia. W końcu w czasie ostatnich odwiedzin tego miejsca widziałem co najwyżej mgłę. Samotnia to jedno z najsłynniejszych i najbardziej wiekowych schronisk w Karkonoszach.

Otoczenie Małego Stawu

Otoczenie Małego Stawu

 

Do schroniska Samotnia

 

Tradycja udzielania turystom noclegów nad Małym Stawem, sięga tu siedemnastego wieku, kiedy pasterze zajmujący się w okolicy wypasem zwierząt, pomagali znaleźć schronienie pierwszym wędrowcom. Na potrzeby noclegów wykorzystywano budynki służące pasterzom, a w odróżnieniu od tych w Karpatach, nazywanych szałasami, te w Karkonoszach określano po prostu budami.

Schronisko Samotnia nad brzegiem Małego Stawu

Schronisko Samotnia nad brzegiem Małego Stawu

 

Gdy już nacieszyłem oczy tym wyjątkowym miejscem, ruszyłem ku dalszym przygodom. Zresztą od siedzenia na tyłku Śnieżka się nie przybliży. Charakter szlaku niewiele się zmienił, może tylko przez chwilę zrobiło się jakby nieco bardziej stromo. Teren jednak jednostajnie piął się do góry i chociaż o całkiem sielankowym spacerze nie było mowy, to o morderczym wysiłku również nie. Po 15 minutach marszu dotarłem do kolejnego, niezwykle charakterystycznego miejsca, czyli do schroniska Strzecha Akademicka.

Strzecha Akademicka. Szlak na tym etapie jest wygodnym deptakiem

Strzecha Akademicka. Szlak na tym etapie jest wygodnym deptakiem

 

Marsz od tego miejsca stał się niezwykle ładny, bo kolejną jaskółką widokowych zachwytów była możliwość zerknięcia w stronę Kotliny Jeleniogórskiej czy Rudaw Janowickich. Zwłaszcza charakterystyczne sylwetki Sokolika i Krzyżnej Góry przyciągały wzrok. Co dalej? Dalej trzeba było się zaprzyjaźnić z górskim trudem i znojem. Szeroki deptak prowadził wyżej i chociaż robił to w sposób raczej jednostajny, to walka z grawitacją może być dla niektórych męcząca.

Łagodny odcinek pozwala nieco wypocząć

Łagodny odcinek pozwala nieco wypocząć

 

Szlak na Śnieżkę – którym wariantem podchodzić?

 

Sytuacja poprawia się w okolicy Spalonej Strażnicy. To tam szlak niebieski wyprowadza na grzbiet i łączy się z czerwonym, biegnącym przez Karkonosze. Dotrzecie tam mniej więcej po 2:30 h od startu z Karpacza, lub 45 minutach, licząc od Strzechy Akademickiej. Jeśli dopisze wam pogoda, to już z tego miejsca będziecie mogli przyjrzeć się skali wyzwania, jakie już niedługo was czeka. Kopuła szczytowa Śnieżki w sposób dosyć wyraźny wybija się wyżej, ale nie ma co od razu panikować. Płuca i łydki będą miały okazję się nieco zregenerować, bo następne pół godziny marszu to deptanie wygodnym, szerokim i opadającym traktem w stronę Domu Śląskiego.

Okolice Domu Śląskiego i Śnieżka w oddali

Okolice Domu Śląskiego i Śnieżka w oddali

 

Gdybyście poczuli, że karkonoska królowa już w tym miejscu dała wam w kość, to śmiało zróbcie przerwę we wspomnianym schronisku. To również dobre miejsce, by ostatecznie uknuć plan, dotyczący wdrapania się na najwyższy szczyt Sudetów. Pierwszym wariantem wejścia na Śnieżkę jest wybór szlaku czerwonego, czyli Drogi Przyjaźni Polsko-Czeskiej. Niektóre przyjaźnie rzeczywiście mogą zostać na nim poddane próbie, bo wariant ten jest krótki, ale dosyć stromy. Liczne zakosy pozwalają jednak sprawnie wejść na wierzchołek, pod warunkiem że płuca nadążą za rozentuzjazmowanymi nogami. To o czym warto jeszcze pamiętać to fakt, że ten szlak na Śnieżkę jest w okresie wzmożonego ruchu turystycznego (np. w wakacje) jednokierunkowy. Można nim wyłącznie podchodzić.

Zakosami na szczyt Śnieżki

Zakosami na szczyt Śnieżki

 

Alternatywę stanowi szlak niebieski, czyli Droga Jubileuszowa. To wariant dłuższy, natomiast znacznie łagodniejszy. Zanim jednak wybierzecie się tu zimą, to pamiętajcie, że ze względu na zagrożenie lawinowe, jest on o tej porze roku zamknięty. Całe te rozterki postanowiłem pogodzić w prosty sposób. Czerwonym szlakiem zamierzałem wejść na szczyt, by następnie niebieskim, robiąc taką pętelkę przez wierzchołek, zejść w okolice Domu Śląskiego. Jak pomyślałem, tak też zrobiłem, tylko że nie tak od razu, jak mogłoby się na podstawie tego wpisu wydawać. Że, o, wcisnę enter i już jestem w nowym akapicie, czyli na szczycie.

Rzeczywiście trzeba wylać nieco potu na podejściu, a i głębokich oddechów wypada kilka nabrać. Wdrapywanie się na Śnieżkę można jednak sobie uprzyjemnić i rozłożyć na raty. Raz na jakiś czas, tuż przy szlaku, znajdują się ciekawe, widokowe platformy. To doskonała okazja, by nieco uspokoić tętno, albo udawać przed znajomymi, że w sumie to moglibyście iść szybciej, ale po co, skoro tak ładnie? Śnieżka to najwyższa góra w Sudetach, Karkonoszach, ale też i Czechach.

Widoki z wierzchołka

Widoki z wierzchołka

 

Nasi sąsiedzi postanowili podbić jeszcze stawkę, jeśli chodzi o „naj”, bo po ich stronie granicy znajduje się najwyżej położony budynek pocztowy w Czechach. Góra znana jest też z kapryśnej i zmiennej pogody. Wszystkie pomiary, które jej dotyczą, prowadzone są w charakterystycznym budynku Wysokogórskiego Obserwatorium Meteorologicznego im. Tadeusza Hołdysa na Śnieżce. Budowla wygląda nieco futurystycznie, a z daleka może nawet przypominać statek kosmiczny. Co ciekawe, to historia rejestrowania warunków meteorologicznych sięga w przypadku tego szczytu naprawdę zamierzchłej historii, bo już w 1824 roku pomiary prowadzono w zabytkowej kaplicy św. Wawrzyńca. Zabytek ten wzniesiono oryginalnie w drugiej połowie XVII wieku.

Budynek obserwatorium i kaplica św. Wawrzyńca

Budynek obserwatorium i kaplica św. Wawrzyńca

 

Na szczycie znajdziecie punkt gastronomiczny, czy toaletę, ale przede wszystkim niezwykle rozległe widoki. Trudno się temu ostatniemu akurat dziwić, bo Śnieżka to najwybitniejsza góra w całej Polsce. W okolice Domu Śląskiego wróciłem wzdłuż niebieskich oznaczeń Drogi Jubileuszowej. Zdradzę wam więc w tajemnicy, że rzeczywiście jest to znacznie przyjemniejszy wariant dotarcia na Śnieżkę. Szeroki, wygodny chodnik łagodnie i jednostajnie prowadzi zboczem góry, no i trudno tak na dobrą sprawę te szlaki nawet ze sobą porównać. Jeżeli podejrzewacie, że w czasie pokonywania zakosów wasza ambicja nie wytrzyma starcia z waszą kondycją, to szlak niebieski będzie dla was łaskawszy.

Zejście Drogą Jubileuszową w kierunku Domu Śląskiego

Zejście Drogą Jubileuszową w kierunku Domu Śląskiego

 

Sposobów, żeby znaleźć się ponownie w Karpaczu jest kilka. Pewnie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wrócić po śladach podejścia, zwłaszcza że to bardzo malowniczy szlak. Można również wybrać szlak czerwony, który prowadzi przez Kocioł Łomniczki. Ja natomiast wybrałem oznaczenia czarne.Przede wszystkim jest to chyba najkrótszy wariant, który sprowadza do Karpacza. W dodatku przechodzi on przez Kopę, gdzie znajduje się górna stacja wyciągu „Zbyszek”. To może być więc niezły pomysł, jeżeli nie czujecie się na siłach, by z całą tą trasą rozprawić się na piechotę.

Dzięki temu możecie tak zaplanować wycieczkę, żeby w czasie powrotu zjechać już bezpośrednio do Karpacza, albo wręcz przeciwnie – odwrócić kierunek pokonywania tej pętelki, wyjeżdżając na Kopę rano. Pamiętajcie jednak, że „rano” w górach to nie jest o 10, bo wtedy z pewnością ugrzęźniecie w kolejce do kolejki. Ostatni zjazd z Kopy w sezonie wakacyjnym ma miejsce o godzinie osiemnastej. W budynku górnej stacji działa też bufet, jest również toaleta, więc myślę, że to też niezły wariant, żeby wrócić do Karpacza.

Powrót czarnym szlakiem do Karpacza

Powrót czarnym szlakiem do Karpacza

 

Zejście jest początkowo widokowe, nie nastręcza trudności, no i doprowadza do jeszcze jednego ciekawego miejsca. Chodzi o Biały Jar, który znany jest obecnie szerze za sprawą tragicznych wydarzeń z 1968 roku. To tutaj potężna lawina porwała turystów, z których dziewiętnastu poniosło śmierć. Pamiętajcie, że w tym miejscu szlak dosyć ostro zakręca, więc pilnujcie oznaczeń. Na zakończenie wędrówki pozostaje już tylko zejście czarnym szlakiem do Karpacza. Z tego miejsca to mniej więcej 45 minut marszu.

Zobacz film z wejścia na Śnieżkę

 

 

[Warto wiedzieć ]
Szlak prowadzi w Karkonoskim Parku Narodowym, a wstęp jest płatny. Bilet można zakupić w kasie, lub poprzez Internet. W okolicach kościoła Wang znajdują się płatne parkingi, natomiast ze względu na popularność szlaku, potrafią się one szybko zapełnić. Jeżeli chcecie uniknąć podejścia, to od strony czeskiej, konkretnie z miejscowości Pec pod Sněžkou, da się na szczyt wyjechać kolejką

 

Zapisz się do newslettera i bądź na bieżąco z nowymi wpisami

 

Pochłonęły Cię górskie wędrówki?

Sprawdź mój wyjątkowy przewodnik górski

Przydatne? Dzięki za napiwek!

Postaw kawę

Dołącz do Patronów

Wspieraj na Patronite

 

Mateusz Stawarz

Miłośnik machania nogami i kawy we wszystkich postaciach.W 2015 roku założyłem tego bloga – Zieloni w podróży. Chwile później swoimi przygodami postanowiłem dzielić się również w formie filmów.Dlaczego akurat „Zieloni w podróży”? To proste. Kiedy lata temu rozpoczynałem swoją turystyczną przygodę z kolegą, o wędrówkach nie mieliśmy zielonego pojęcia.

Zostaw komentarz

×