Skip to main content

Początki w górach bywają trudne. Na szczęście wszystkie wątpliwości rozwieje „prawdziwy” górołaz.

Zawsze lepiej przygotowany, wytrzymalszy, mądrzejszy, bardziej doświadczony, nieomylny, przystojny i wysportowany. Kobiety do niego wzdychają, a mężczyźni patrzą z zazdrością. Ideał zesłany przez niebiosa, żeby nam, śmiertelnikom, zrobiło się po prostu smutno. „Prawdziwy” górołaz, to nie jest tam jakiś pierwszy lepszy turysta znad Morskiego Oka. To „ktoś’! Kiedy was opuszczają już siły, on zaczyna drugą pętle, rzucając szarmanckie uśmiechy napotkanym turystkom.

Kiedy zastanawiacie się nad dalszym przebiegiem szlaku, on po prostu idzie na przełaj, czerpiąc wiedzę jedynie z ułożenia mchu na kamieniach i karczując las maczetą. Jeść też by nie musiał, gdyż karmi go ambicja, ale robi to, bo po prostu lubi. Wszak gotuje też na pewno lepiej niż my wszyscy. Niedźwiedzia pogłaszcze, przez Dunajec przeskoczy, spragnionych napoi, a błądzących upomni. Prawdopodobnie to on sam wniósł krzyż na Giewont. Kiedy akurat nie jest w górach, dzieli się bardzo chętnie swoją nieograniczoną wiedzą na wszelakich forach i fejsbukowych grupach. I wtedy następuje zgrzyt. Znacie to?

Bo „prawdziwego” górołaza najłatwiej spotkać nie w górach, a w sieci właśnie. Zapewne spotkałeś już czytelniku takiego na swojej drodze, gdy zupełnie naiwnie zadałeś pytanie na jednej z górskich grup i oczekiwałeś, że ktokolwiek ci tam pomoże. Wśród rozsądnych komentarzy na pewno znalazł się również ON. Czy nazwiesz go internetowym ekspertem, czy może kanapowym znawcą, reguła jest taka sama – jest nieomylny i zawsze wie lepiej. I nie, nie zrozumie, że ktoś mógłby mieć inne upodobania, bo jeśli ma inne, to według niego są one złe. Gdyby skończyły mu się argumenty w dyskusji, odpowiadałby: „Chyba Ty!”, zamykając usta krytykom. Oczywiście dzięki niesamowitej inteligencji argumentów nigdy nie zabraknie. „Wie” wszystko o górach, żywieniu, Himalajach, poprawnej polszczyźnie, asekuracji, sprzęcie, przepisach, pogodzie, układzie gwiazd, polityce, a pewnie nawet to, dokąd nocą tupta jeż.

To jest straszne jak ludzie idą w góry

To jest straszne jak ludzie idą w góry

 

Trzeba zacząć od tego, że taki osobnik geografię ma w małym palcu i bezinteresownie pomoże ci zdecydować, które pasmo powinno ci się najbardziej podobać. Że to rzecz gustu? Nie według niego. Lubisz Bieszczady? No cóż, w jego mniemaniu po prostu się nie znasz, bo Tatry są przecież ładniejsze. Wolisz Tatry? Pewnie tylko dlatego, że w Alpach nie byłeś. Jednak byłeś w Alpach? Dla niego Bieszczady pozostaną najpiękniejsze, bo takiego klimatu nie znajdziesz nigdzie indziej. I nawet nie próbuj się kłócić, bo to trochę jak kłótnia o wyższości pomidorowej nad ogórkową. Wszyscy w końcu machną ręką, ale nie „ekspert”. To jego zdanie ma być tym ostatnim.

Ekspert jest też ambitny. Z radością ci wytłumaczy, co powinno sprawić ci satysfakcję. Cieszysz się z wejścia na Kościelec? A może podobało ci się na Tarnicy? Przykro mi to pisać, ale w taki sposób nie zaimponujesz „prawdziwemu” górołazowi. Żeby było jasne, zimowe wejście na K2 też mu nie imponuje, bo to już przecież głupota i fanaberia. On nie da sobie wcisnąć ściemy. Może jeszcze masz zamiar uśmiechać się na szlaku i radośnie rozmawiać, zamiast w milczącej zadumie kontemplować cud stworzenia?

Kopiec Kościuszki w stylu alpejskim

Kopiec Kościuszki w stylu alpejskim? Tylko dla wybranych

 

Wybaczcie drogie panie, ale na zakupach też bryluje i lepiej wie, co powinnyście założyć. Kiedy masz tanie buty, pouczy cię, że się nie nadają do wędrówek. Szlaki są przecież pełne szkieletów tych nieszczęśników, którzy wybrali się w góry w zbyt tanich butach, no nie? Kiedy masz jednak drogi model z górnej półki, lub co gorsze, droższy niż ten „prawdziwego” górołaza, to usłyszysz, że to zbędny wydatek i przerost formy nad treścią. Co, chcesz się popisać? Przecież liczy się rozsądek i umiejętności, a nie sprzęt. O miejsce w plecaku też zadba. Masz w nim dwie butelki wody na szlak? Po co tyle nosić. Zabrałeś jedną? Jesteś nieodpowiedzialny i powinieneś zostać w domu.

Najcenniejsze w takim ekspercie jest jednak to, że zupełnie za darmo zadba o twoje zdrowie i życie. Za darmo! Przecież to cena, na którą cię stać. Najgorsze więc co mógłbyś czytelniku zrobić, to przyznać się publicznie, że chodzisz zimą po górach. W góry zimą bez testamentu? A po co się tam pchasz? „Prawdziwy” górołaz wie przecież, że po prostu chcesz się zabić i od razu wypomni ci to w komentarzu. Nie wiem, nie możesz tego zrobić bez angażowania TOPRu?

On nigdy nie był zimą na szlaku, ale tylko dlatego, że jest odpowiedzialny, bo oczywiście by mógł. Odpowiedzialnie więc zamknąłby szlaki na zimę dla wszystkich. Nie złość się, to dla twojego dobra. Pewnie jesteś ciągle zbyt młody by docenić tę troskę, którą nad tobą roztacza. No chyba, że te zimowe góry mu się spodobają. Wtedy chętnie by po nich pochodził. Oczywiście zakaz by utrzymał, bo on sobie poradzi, ale ty już nie.

Rzuć wszystko i jedź w Bieszczady

Rzuć wszystko i jedź w Bieszczady. Proste, prawda?

 

Góry bywają mało przyjazne i zdarzają się kontuzje. Złamałeś nogę? Nie mam dobrych wiadomości. Musisz zagryźć zęby i zejść na dół, a wszystko po to, żeby uniknąć ojcowskiego spojrzenia internetowego eksperta. Ten pewnie by stwierdził, że w sumie to dobrze ci tak. Gdybyś był „prawdziwym” górołazem, to nigdy byś do tego nie dopuścił. I chociaż nie zna okoliczności zdarzenia to wie, że na pewno sam sobie jesteś winien. Wybrałeś pewnie zbyt tanie buty i co gorsze, poniżej kostki. No albo zbyt drogie i zgubiła cię pewność siebie. Albo drogie i poniżej kostki! To już w ogóle kumulacja i lepiej z góry nakryj się kamieniami czekając na koniec.

Pewnie zamiast uważać i z namaszczeniem liczyć kolejne kamienie na szlaku, miałeś czelność popatrzeć gdzieś na szczyty w oddali lub co gorsza, odezwać się do towarzysza wędrówki. Na pewno jesteś złym człowiekiem. Bijesz szczeniaczki i wrzucasz rodzynki do sernika – dla takich ludzi nie ma współczucia. Że wypadki się zdarzają? Nie „prawdziwym” górołazom! A Ty powinieneś albo sturlać się sam na dół, albo zapłacić za akcję.

Śmigasz po najtrudniejszych szlakach i masz 14 lat? Gratulacje! On w twoim wieku miał 12. Wszedłeś na Rysy w cztery godziny? On wszedłby w trzy. Wszedłeś w 2 godziny i boso? On wszedłby nago w godzinę! Tyłem i na rękach, śpiewając „Jesteś szalona”. Choćbyś te góry przeszedł wzdłuż i wszerz, o każdej porze roku, każdą możliwą drogą, to i tak zawsze znajdzie się w grupach górskich ktoś, kto ci zabierze powód do zadowolenia. Bo z czego się cieszysz? Jak to tak być zadowolonym na szlaku?

Czasami nazwa ma kolosalne znaczenie

Czasami nazwa ma kolosalne znaczenie. Zwłaszcza dla prawdziwego górołaza

 

Od dzisiaj nie musisz już planować swoich wycieczek. On zrobi wszystko za ciebie! Mimo że cię nie zna i na oczy nie widział, to powie ci na co jesteś gotowy, a na co absolutnie nie. Wybrałeś się bez jego zgody na rekreacyjną wędrówkę i pokonujesz szlak w spacerowym tempie? Zapewne w opinii „prawdziwego” górołaza jesteś słabeuszem blokującym szlak. Czy tacy w ogóle powinni mieć prawo wstępu w góry? Potem wszyscy zdziwieni, że zakopianka zakorkowana.

A może wręcz przeciwnie, rzuciłeś sobie wyzwanie i chciałeś się sprawdzić? Przeszedłeś konkretną trasę w dobrym tempie? Wdrapałeś się na jakiś niedostępny szczyt? W jego oczach na pewno jesteś szaleńcem i ryzykantem, który nie szanuje życia własnego i ratowników. Przecież nie trzeba wertować internetu żeby wiedzieć, że zamiast tej gonitwy, mogłeś w tym czasie napawać się zapachem kosodrzewiny, spijać rosę ze źdźbła trawy, słuchać szumu smreków czy wystawiać policzki do słońca. Wszystko zawsze robisz źle i na odwrót! Z radością wypomni ci to w komentarzu.

Jeszcze tylko jeden krok

Jeszcze tylko jeden krok

 

To ekspert w każdej dziedzinie, a w internecie czuje się nawet lepiej niż w górach. Gdy jednak szczerze zapytasz go o radę, każe ci użyć wyszukiwarki. Chyba że będziesz miał szczęście, to usłyszysz, że jeśli nie znasz odpowiedzi na tak banalne pytanie, to z góry sobie odpuść. Zna się też na fotografii i tylko czeka, żeby zrobić zdjęcie komuś w adidasach, lub co gorsze w jeansach. I co z tego, że to szlak prowadzący przez Dolinę Chochołowską? To niedopuszczalne i już.

Niedopuszczalne jego zdaniem jest też bycie za młodym i niedoświadczonym. Albo za starym. Ci powinni według niego już tylko czytać książki w fotelu bujanym i oczekiwać radośnie na Kostuchę. Posiadanie rodziny też w opinii „eksperta” jest karygodne, bo przecież kiedyś na pewno się zabijesz i co z nimi? Bycie zbyt chudym też wyklucza górską aktywność, bo wiatr może cię z łatwością porwać z grani. Nie pomyślałeś o tym? A on pomyślał! Pomyślał też o tym, że niscy będą mieć kłopot z dosięganiem łańcuchów, łysych będzie paliło w głowę słońce, a grubsi staną się pokarmem dla niedźwiedzia. Jeżeli nie masz postury „prawdziwego” górołaza, to zostań w domu!

Czasami po prostu trzeba odpuścić

Czasami po prostu trzeba odpuścić

 

„Prawdziwy” górołaz wertuje setki stron i tylko czeka na okazję do intelektualnego triumfu. Dla niego zawsze będziesz za stary, za młody, za chudy, za gruby, za biedny, za bogaty, zbyt doświadczony, albo za bardzo „zielony”. Czasami nawet usłyszysz to wszystko jednocześnie! Życie internetowego „eksperta” nie jest bowiem łatwe. Czasami trzeba przecież zarwać noc, żeby nadążyć z pisaniem komentarzy. Tylko czy warto zamieniać się w takiego kanapowego „znawcę”? Albo czy warto go słuchać?

Grupy górskie miały być w założeniu miejscem, które łączy ludzi o podobnych zainteresowaniach. Miejscem, w którym można się pochwalić swoimi drobnymi sukcesami, ale gdzie można też uzyskać jakąś poradę. Albo gdzie można po prostu pogadać o wszystkim, co luźno związane z tematyką gór. I chyba ciągle tak jest, ale nie da się pominąć faktu, że momentami z niektórych grup toksyczność wylewa się wprost z ekranu. Nie jestem psychologiem i nie mam pojęcia skąd się to bierze. Dlaczego niektórzy na siłę chcą udowodnić innym swoją rację i to nawet wtedy, gdy jej nie mają. Albo zwłaszcza wtedy.

Oczywiście trzeba promować prawidłowe zachowania w górach i piętnować nieodpowiedzialność. Góry bywają przecież niebezpieczne i nie warto szarżować. Może jednak czasami trzeba odpuścić i pozwolić ludziom, no nie wiem, lubić to co lubią? Jeżeli dbają o bezpieczeństwo, zachowują rozsądek, przygotowują się do wędrówek biorąc pod uwagę swoje możliwości, ale też warunki na szlakach, to czy warto się przejmować szczegółami? Bo chciałbym tak zupełnie skromnie zauważyć, że nie ma obowiązku dyżurowania w grupach i posiadania opinii na każdy poruszony tam temat. Niektórzy może oburzą się na to, co tutaj napiszę, ale być może niekiedy trzeba tak najzwyczajniej na świecie odłożyć telefon?

P.S. Pomidorowa rządzi, a temat był wałkowany milion razy. Użyj opcji „szukaj”!

 

Zapisz się do newslettera i bądź na bieżąco z nowymi wpisami

Pochłonęły Cię górskie wędrówki?

Sprawdź mój wyjątkowy przewodnik górski

Przydatne? Dzięki za napiwek!

Postaw kawę

Dołącz do Patronów

Wspieraj na Patronite

 

Mateusz Stawarz

Miłośnik machania nogami i kawy we wszystkich postaciach.W 2015 roku założyłem tego bloga – Zieloni w podróży. Chwile później swoimi przygodami postanowiłem dzielić się również w formie filmów.Dlaczego akurat „Zieloni w podróży”? To proste. Kiedy lata temu rozpoczynałem swoją turystyczną przygodę z kolegą, o wędrówkach nie mieliśmy zielonego pojęcia.

22 komentarze

  • Ernidlock xx pisze:

    Ja to mam take skromne pyatanie . Bo na gore sie wchodzi na okolo lub po szlaku prawda. Ale zejsc to nie mozna by bylo wziasc dlugiej liny I zejsc po line prosto w dol?? Zona sie ze mnie smieje ze to niewykonalne.

    Prose o prawdziwa odpowiedz nie podsmiechujki.
    Dziekuje.

  • Ania pisze:

    Czytam i przeglądam Waszego bloga już jakiś czas ale dopiero dziś trafiłam na ten tekst :D:D:D Mamę w pokoju obok śmiechem obudziałam.
    Planując ostatnio swój pierwszy wyjazd w Tatry jakaś moc nieczysta szepnęła mi żeby wejść na forum…yeah…
    Jak dobrze, że jesteście górskie blogiery 😉
    Ogórkowa? Się mądry znalazł !Najpierw sprawdź potem cwaniakuj! Weź na ramię, zanieś mamie.

    • Mateusz pisze:

      Niestety, na forach i grupach górskich występuje właśnie cała masa takich „prawdziwych” i złotoustych górołazów 😀 Lepiej sobie w tym czasie zupy ugotować 😛

  • Duśka pisze:

    Cześć. Wpadłam z rewizytą i trafiłam na ten tekst. Poprawił mi humor niesamowicie. Rewelacyjnie napisane! Dzięki. Pozdrawiam serdecznie 🙂 P.s. 1. Jednak wolę ogórkową, P.s.2. Zdarza mi się wsypywać rodzynki do sernika. Z tego wynika, że nie ma już dla mnie ratunku 🙂 🙂 🙂

  • Magda pisze:

    Ooo jakie to prawdziwe, szczególnie gdy przegląda się górskie grupy na FB, gdy ktoś początkujący próbuje się dowiedzieć czegoś nowego i banda „ekspertów” sprowadza go do parteru. Ja też zaczynałam swoją przygodę z górami w adidaskach i ortalionowym dresiku (sic!), a od kilku sezonów przemierzam letnie szlaki w butach z… Decathlona 🙂 Można? Można 🙂

    • Mateusz pisze:

      Grupy na FB to już odmienna kategoria „ekspertów” – strach wchodzić i pytać 😀 Myślę, że sporo osób zaczyna w tym, co akurat ma pod ręką. Nikt nie chce wydawać fortuny jeśli nie wie, czy to hobby dla niego. Sam tak zaczynałem, a potem ulepszałem swój ekwipunek. Nowe buty czekają już na testy 😀

  • Beniap pisze:

    14 lat temu chodziłam w góry w jeansach i jakoś na Rysy czy Orlą to nie było nieodpowiedzialne tak iść. Dziś to by mnie pewnie na FB zjechali z góry do dołu bo przecież to grozi od razu akcją TOPRU 😀
    p.s. ogórkowa jest niedobra

  • marek pisze:

    A ja w tym roku, zimą, poszedłem na Tarnicę, w butach za 800 zł, z jedną butelką wody, po alpejsku.;)

    P.S. tylko kapuśniak

  • Klaudia G. pisze:

    O zgrozo, jaki ten wpis jest prawdziwy! Przez długi czas powstrzymywałam się przed rozpoczęciem przygody z górami, właśnie dzięki takim ekspertom, którzy przed pierwszym wyjściem w Tatry zalecali wykupienie całego asortymentu sklepu górskiego… Aż w końcu powiedziałam „pal licho”, założyłam buty trekkingowe za całe 150 zł (ano można!) i to była jedna z lepszych decyzji w życiu 😉
    Pozdrowienia!

    PS: ogórkówa only 🙂

    • Mateusz pisze:

      No pewnie! Zresztą na początku przecież nie wiemy, czy te góry nas wciągną, czy jednak będziemy tam gościć „od święta”. Sam chodziłem do tej pory w takich za 150 zł, żeby zobaczyć czy to coś, co chcę robić. Wytrzymały dwa lata i te 800 km. No, a później w miarę możliwości i chęci, możemy ulepszać ekwipunek, co zamierzam zrobić 😀

  • Moonlight pisze:

    Dobry tekst 🙂 Enyłej, Często mi się zdarza chodzić po Beskidach w Sandałach w stylu Alpejskim 😀

  • Ajkub pisze:

    Ciekawy tekst, ale tak jest w każdym środowisku. Kiedyś dużo biegałem (półmaratony, maratony) i też wielu takich prawie pro biegaczy było. Zawsze o wszystkim wiedzieli lepiej, biegali ciekawsze zawody niż ty, itd, itd. Z uśmiechem wspominam tamten okres, bo wyniki weryfikowały ich mądrości.

    W górach wyników nie ma, idzie się na górę i tyle. I całe szczęście. Góry zresztą mają to do siebie, że są bardzo osobistym doświadczeniem. Przynajmniej u mnie to tak jest. Nie muszę ich nikomu wpychać na siłę, nie muszę o nich rozmawiać, liczy się tylko to, bym był na szlaku i szedł, mógł przeżywać kolejne metry, widoki, itd.

    • Mateusz pisze:

      Tak, to prawda. Tekst trochę z przymrużeniem oka, ale chyba celnie porusza problematykę takiego czepialstwa o byle głupotę 🙂 Są osoby, którym bardzo szybko przychodzi ocena innych. No i tak, ty nie musisz nikomu wpychać gór na siłę, ale są tacy, którzy muszą 😀

  • Mateusz pisze:

    Ja zaczynam:
    „Serio wolisz pomidorową? Szkoda słów.”

Zostaw komentarz

×