L'appel du vide. Zew pustki

L’appel du vide – mógłbym skoczyć, ale tego nie zrobię

Mieliście kiedyś ochotę skoczyć w przepaść?

To ten dzień i ta chwila. Z językiem na brodzie pędzę, by wreszcie zachwycić się widokami. Jeszcze tylko kilka ostrożnych ruchów, uważnie postawionych kroków i górska wędrówka osiągnie swój kulminacyjny punkt. Przecież na to często właśnie czekamy. To taka nagroda za wysiłek, obawy i ryzyko, jakie podejmuje się w drodze na szczyt. Normalnie pewnie wyciągnąłbym coś do jedzenia i oddając się rozkosznemu poczuciu wolności, podziwiałbym otoczenie. Przecież marzyłem, żeby zobaczyć to wszystko na żywo! Czasami jednak bliskość urwiska budzi we mnie dziwne uczucia i w końcu ulegam pokusie. Gapię się tępo w dno doliny i połyskujący w słońcu staw. Mój Mózg tylko na to czeka i zupełnie nieproszony, zaczyna do mnie gadać.

– To co, teraz skaczemy? – szepnął wyraźny, wewnętrzny głos.
– C-c-o?! – starałem się bronić przed tą nachalną i szaloną myślą, ale umysł nie dawał za wygraną.
– Patrz, jaka lufa. – kontynuował Mózg – Dobre pięćset metrów. Dwa kroki i lecimy. Dawaj!
– Powaliło cię już do końca?! Nie mam zamiaru nawet zbliżać się do krawędzi.
– Myślisz, że dolecielibyśmy do stawu? Nie ciekawi cię, co się stanie?
– A co się ma stać?! Trup, czarny worek i wieczna ciemność. Nawet do słoika na badania się nie nadasz!
– Ty, faktycznie…

I świat, przynajmniej na chwilę, wraca do równowagi. Bo przecież ja tak naprawdę nie chcę skoczyć! Skąd więc ten krótkotrwały, podświadomy impuls, gdy znajduję się gdzieś wysoko? Doświadczyliście kiedyś czegoś podobnego? Zastanawialiście się choćby przez moment, co by się stało, gdybyście skoczyli? Przez długi czas było mi trochę głupio. Myślałem, że mój Mózg po prostu oszalał.

– Nie osza…
– Zamknij się!

Siedzę i macham nogami.

 

Zew pustki

 

Okazuje się jednak, że mimo tak dziwnych objawów, zjawisko to jest całkiem naturalne i dotyczy sporej części społeczeństwa. Ma nawet piękną, francuską nazwę: L’appel du vide.

– Uuu, L’appel du vide, mon cheri. Myślisz, że można na to podrywać dziewczyny? – włączył się na dobre do rozważań Mózg.
– Tak, ale tylko te głupie, jak ty. Daj mi skończyć! – odpowiedziałem.

W naszych stronach to nic innego jak „zew pustki”. Uczucie, które sprawia, że przez ułamek sekundy rozważamy zabójczy w skutkach skok z wysokości, mimo że tak naprawdę wcale tego nie chcemy i nie zrobimy. Zresztą zjawisko to może objawiać się w różny sposób: myślą o nagłym zjechaniu na lewy pas, skoku pod pociąg, albo…

– Albo żeby włożyć rękę w ognisko, podrażnić żmiję, albo powiedzieć żonie, że się jej ostatnio trochę przytyło? – wtrącił Mózg.
– Tak. Znaczy nie! No nie do końca. Przestań mi przerywać!

Chodzi o szereg zachowań autodestrukcyjnych, które przez krótką chwilę przemkną nam przez myśl, ale których nigdy nie zrealizujemy. I zagadnienie to jest na tyle ciekawe, że naukowcy postanowili je zbadać.

– Pewnie amerykańscy?
– W rzeczy samej.
– Wiedziałem.

Ja i Gerlach - miłość od pierwszego wejrzenia

 

Według Jennifer Hames niemal 30% badanych odczuwało podobne emocje. I nie znalazła bezpośredniej zależności, pomiędzy takim zachowaniem, a chęcią zakończenia swojego żywota. Co więcej, wyciągnęła z tego wniosek, że jest to specyficzny i wręcz paradoksalny sposób naszego umysłu na docenienie wartości życia.

– Coś ci o tym wiadomo Mózgu? – zapytałem nieśmiało.
– Ciekawe, dokąd nocą tupta jeż…
– Co? – dopytuję.
– Co?
– Nie ważne.

Jennifer sugeruje nawet, że to wina dziwnego połączenia świadomości i podświadomości.

– To jak wtedy, kiedy stałeś na wieży widokowej i nagle postanowiłeś odejść od krawędzi, bo bałeś się wypaść? I to mimo tego, że za chwilę racjonalizowałeś sytuację, wiedząc, że nie było takiej możliwości? – dodał Mózg.
– Tak! Wreszcie mówisz z sensem.

Badaczka wyciąga z tego nawet wniosek, że skoro odszedłem od barierki, to zrobiłem to ze strachu przed tym, że jednak mógłbym zdecydować się na ten szalony skok. Ale że chcę żyć, to umysł w taki pokręcony sposób wyraża moją wolę istnienia. Podobno może to mieć też związek z kiepską interpretacją przez nasz umysł sygnałów ostrzegawczych.

– Dziwni ci naukowcy.
– To nie koniec!

Adam Anderson ma nieco inną teorię, związaną z podejmowaniem ryzyka. Uważa, że ludzie są bardziej skłonni ryzykować w trudnych momentach, bo boją się porażki. I może zabrzmi to głupio, ale w sytuacji lęku wysokości, umysł gotów jest podjąć ryzyko skoku, byle tylko przerwać niekomfortową sytuację. Przyszły wynik nie jest tak namacalny, jak uniknięcie lęku, bo to jest natychmiastowe.

– Już go lubię!

Widok z Kazalnicy i ja

 

A gdyby tak skoczyć?

 

Lęk wysokości jest czymś namacalnym, czymś, co jest tu i teraz. Natomiast śmierć jest nieco abstrakcyjna – trudno sobie ją w ogóle wyobrazić. Dlatego samobójczy skok z Kazalnicy kończy sprawę strachu. Trochę jak w sytuacji, gdy stresujący egzamin chcesz mieć po prostu już za sobą i nawet kwestia oceny niespecjalnie cię martwi.

– No tak, ale wtedy pojawia się lęk przed śmiercią, nie?
– Teoretycznie. Martwi chyba nie mają zmartwień.

Są jeszcze filozoficzne wyjaśnienia jak to, że jest to moment prawdy, o wolności podejmowania decyzji na temat własnego życia i śmierci, albo…

– Kiedy ty się stałeś taki nudny? Naukowcy to, naukowcy tamto. Patrz, jak staw błyszczy w dole!
– Daj mi skończyć!

I nie ma znaczenia, czy wdrapujesz się na Kościelec, czy wjeżdżasz na wieżę Eiffla. Zew pustki może dopaść cię niezależnie od sytuacji. No, może w przypadku tej drugiej, szanse na skok są większe, jeżeli zaplanowałeś tam oświadczyny i usłyszysz „nie”. Ale hej, nie ma się przecież co martwić na zapas! Może…

– … wcześniej potrąci cię autobus.
– Odezwij się jeszcze raz! Jeszcze tylko raz!

Nie zwracajcie na niego uwagi. Zmierzałem do tego, że uczucie to wcale nie oznacza faktycznych skłonności samobójczych, ani choroby psychicznej.

– A gadanie do siebie?
– Milcz.

Tak, wiem. Buty nadają się już do wymiany. Zakupiłem nawet nowe, ale niczym typowy mężczyzna, zawyżyłem nieco rozmiar... i musiałem odesłać

 

Ot, jest to kolejna zagadka naszego organizmu, którą wspólnie dzielimy. Jak sny, w których chcemy uciekać, a stoimy w miejscu, jak układanie w myślach początku rozmowy, zanim faktycznie wykonamy telefon, sprawdzenie zegarka, żeby po chwili zorientować się, że ciągle nie wiemy, która jest godzina, no i zerknięcie do lodówki tylko po to, żeby sobie uświadomić, że coś byśmy zjedli, ale nie wiemy co. Nie ma się więc czym martwić. Następnym razem, gdy dopadnie was L’appel du vide, bądźcie po prostu świadomi, że to nic groźnego i wcale nie postradaliście zmysłów. Zew pustki to po prostu kolejny psikus naszego umysłu, a mechanizmu jego powstawania jeszcze po prostu nie znamy. Na wszelki wypadek, nie siadajcie jednak zbyt blisko krawędzi. Skały po prostu bywają śliskie.

– Pięknie to napisałeś. A teraz skacz!
– Odwal się.

 

Tekst jest częścią cyklu „Z głowy, czyli z niczego”, gdzie w górskich sytuacjach towarzyszy mi zawsze rozmowny, ale nieco zarozumiały… Mózg.

Jeżeli chcecie być zawsze na bieżąco i otrzymywać maile o kolejnych wpisach, zostawcie swój adres e-mail. Gdybyście natomiast nie wiedzieli co robić z nadmiarem gotówki, to zerknijcie na nasz profil w portalu Patronite. Można zgarnąć fajne zdjęcia. Pozdrawiamy!

Brak komentarzy

Zostaw komentarz