Jagodna

Jagodna – jesień w Górach Bystrzyckich

Jagodna pozostawała na uboczu moich zainteresowań, jednak Korona Gór Polski sama się nie zdobędzie.

Jagodna, a w sumie to i całe Góry Bystrzyckie, były mi kompletnie obce. Gdyby nie Korona Gór Polski, którą postanowiłem skompletować, to trwałbym w tej ignorancji pewnie jeszcze długie lata. Czy coś bym jednak w ten sposób stracił? I tutaj dyplomatycznie odpowiem, zmieniając trochę temat, że pogoda tego dnia była całkiem ładna. Przejściowe zachmurzenie i przyjemna temperatura zachęcały do spacerów, i grzechem byłoby tego nie wykorzystać. W Sudetach pojawiłem się dopiero pierwszy raz w życiu i wszystko było dla mnie nowe, dlatego chciałem obejrzeć jak najwięcej w czasie tego wyjazdu.

Szlak na Jagodną

Szlak na Jagodną. Źródło mapa-turystyczna

 

Poranek spędziłem w Górach Stołowych, podziwiając skalne cuda na Szczelińcu Wielkim, a że dzień był jeszcze długi, to postanowiłem zobaczyć coś jeszcze. Z niezliczonych gór świata wybierałem sobie te łatwiejsze, a wszystko przez kontuzję, której nabawiłem się poprzedniego dnia, na Biskupiej Kopie. No, a że Jagodna miała być łatwym celem i do tego wliczającym się do Korony, to wsiadłem w samochód i pojawiłem się na Przełęczy nad Porębą. Nie znoszę płaskich i asfaltowych odcinków, dlatego podjechałem szeroką i bardzo dziurawą drogą w stronę miejsca, gdzie szlak skręcał do lasu. I dopiero tutaj na dobre zaczęła się moja przygoda z tym miejscem. Że leń jestem? Żeby to pierwszy raz.

Tak wygląda skręt do lasu

Tak wygląda skręt do lasu

 

Ścieżka pięła się do góry, początkowo nawet dosyć mocno, co trochę mnie zdziwiło, ale raczej pozytywnie. Las prezentował się pięknie w tych wszystkich jesiennych kolorach, a oznaczenia na drzewach nie pozostawiały wątpliwości co do kierunku marszu. Dziarskim krokiem pokonywałem kolejne metry, zastanawiając się, co ciekawego uda mi się jeszcze zobaczyć w drodze na Jagodną. Było cicho i kolorowo. Tylko, że dosyć szybko zacząłem się robić podejrzliwy.

Początkowo szlak na Jagodną może się podobać

Szlak na Jagodną

 

Pewnie wiecie o co chodzi i znacie to uczucie choćby z randkowania, kiedy na zdjęciu widzicie DiCaprio, a w realu przychodzi Karolak. No i w taki oto sposób moje zauroczenie szlakiem zaczęło przemijać, a gdy dotarłem do skrzyżowania szerokich, szutrowych dróg, zniknęło na amen. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że tak już będzie do samego końca. Gdzieś tam we mnie tliła się jeszcze nadzieja, że szlak, niczym Leo na Titanicu, pochwyci mnie w ramiona, a ja pochwalę się tym miejscem całemu światu. Niestety, nie było nawet orkiestry grającej do końca.

Wkraczam na ubitą drogę i tak będzie aż do samego końca

Wkraczam na ubitą drogę i tak będzie aż do samego końca

 

Na skrzyżowaniu poszedłem na wprost, wybierając niebieskie oznaczenia. Farba na drzewach pojawia się dosyć rzadko, ale zgubić się na takiej autostradzie trudno. Taki stan rzeczy ucieszy na pewno rowerzystów, bo podejrzewam, że na takim podłożu musi się całkiem przyjemnie jeździć. W dodatku trasa pnie się do góry bardzo jednostajnie, co początkowo jest miłe, ale po chwili zaczyna nużyć. Drzewa były niezmiennie ładne, ale prześwity na trasie niemal się nie zdarzały. Przez pewien czas myślałem, że ta droga to może tylko taki łącznik. Że zaraz znów skręcę w jakąś boczną, leśną ścieżkę. Szedłem więc skupiony, wypatrując jakiegoś skrzyżowania, czy zmyślnie ukrytej strzałki, jednak nic takiego nie miało miejsca. Wszystko to sprawiło, że po czasie moja świadomość zaczęła się wyłączać. Szedłem już tylko z przyzwyczajenia.

Widoki zmieniają się tylko nieznacznie

Widoki zmieniają się tylko nieznacznie

 

Z mechanicznego marszu wyrwał mnie widok turystki. Nie myślcie sobie, że widok kobiety robi na mnie aż takie wrażenie. Po prostu nie spodziewałem się, że kogokolwiek tam spotkam. Wymieniliśmy nawet „Cześć!”, ale nie starczyło mi odwagi, żeby zapytać, czy daleko jeszcze. Bałem się odpowiedzi i wolałem błogą nieświadomość. Otoczenie w międzyczasie nieco zmieniło wygląd, bo wysokie, kolorowe drzewa, ustąpiły miejsca jakimś choinkom. I wkrótce, po przedłużającym się ataku, zameldowałem się w miejscu, które mogło być szczytem. Wielki kopczyk kamieni, resztki ambony i tablica z napisem nie pozostawiały złudzeń. Jagodna (977 m n.p.m.) padła moim łupem.

Jagodna. Ciężko to nawet nazwać szczytem

Jagodna. Ciężko to nawet nazwać szczytem

 

No i znów należy się kilka słów wyjaśnień, bo w świetle krążących w internecie informacji, to miejsce wcale nie jest najwyższym punktem Gór Bystrzyckich. Chcąc takiego poszukać, wypada skierować się jeszcze jakiś kilometr na północ. I nie jest to pierwszy taki zgrzyt w Koronie Gór Polski, ale jak już ostatnio wspomniałem, realizuję sobie ten projekt według oryginalnych założeń twórców. Na szczycie była kiedyś wieża widokowa, ale został po niej tylko smutek i żal. Chyba diametralnie zmieniłby się odbiór tego miejsca, gdyby taką konstrukcję tutaj wznieść, bo trochę czuć jednak niedosyt, gdy się już tam jest. Z tego też powodu, nie zamierzałem tej mojej wizyty przeciągać za długo. Udałem się w drogę powrotną, znów tą nudną, szutrową drogą i starałem się na siłę znaleźć jakieś plusy. A te oczywiście są, bo przecież różnych wrażeń szuka się w górach.

 

Pod Jagodną

 

Wspomniany szlak, to na pewno spokojne miejsce na lekki spacer. Nie każdy chce się przecież mierzyć z setkami metrów przewyższeń, a tutaj śmiało możecie zabrać rodzinę i trochę odpocząć od zgiełku miasta. Wydaje mi się również, że zadowoleni będą rowerzyści, a zimą pewnie i na skiturach fajnie by się tu śmigało. Jeżeli jednak jesteś typem wędrowca, który szuka w górach widoków i wrażeń, to raczej ich tu nie znajdziesz. Owszem, jest spokojnie, ale sami przyznajcie, że choćby najzwyklejsza ścieżka wśród drzew, jest ciekawsza niż taka ubita i nudna droga. Zejście minęło bez historii, no może warto tylko wspomnieć o tym jednym prześwicie na trasie, skąd widok jest całkiem urokliwy, zwłaszcza że wschodnie zbocze góry opada dosyć stromo do doliny. Nawet pstryknąłem jakieś zdjęcia, bo inaczej byście pewnie nie uwierzyli.

Kiedy wychodzi słońce, robi się naprawdę ładnie

Kiedy wychodzi słońce, robi się naprawdę ładnie

 

Nie zmienia to jednak faktu, że szlak ten niebezpiecznie zbliża się do czołówki rankingu najmniej zajmujących gór w całej Koronie. Na takiej Orlicy to chociaż Szopen był. Wracając, minąłem to wielkie skrzyżowanie i dałem nura w kolorowy las. Znów zrobiło się trochę milej i szkoda, że ten odcinek jest taki krótki. Minąłem też kilka rodzin z dziećmi, co potwierdza moje przypuszczenia, że to fajne miejsce na spacer. Na ciekawe emocje nie ma co liczyć. Czy to jednak źle? To już zależy od tego, czego szukasz w górach. Dzień kończyłem jednak będąc zadowolonym, bo jakby nie patrzeć, poznałem zupełnie nowe miejsca. Zanim jednak udałem się spać, obejrzałem piękny zachód w Kotlinie Kłodzkiej.

Zachód w Kotlinie Kłodzkiej. W tle Igliczna

Zachód w Kotlinie Kłodzkiej. W tle Igliczna

 

Jagodna, czyli prawie najwyższy szczyt Gór Bystrzyckich, to miejsce, które chyba nie każdemu przypadnie do gustu. W podanym wariancie, to raczej spacer, niż wędrówka. Według map, ze szlakiem można się uwinąć w około dwie godziny, pokonując w tym czasie jakieś 6 km i 260 metrów przewyższeń. Wiem jednak, że nie każdy może, czy chce wybierać się na całodzienne eskapady. W takim wypadku krótki spacer do lasu może okazać się całkiem fajnym sposobem na relaks.

Jagodna to niezłe miejsce na spokojny spacer, ale fani górskich widoków będą pewnie rozczarowani. Jeżeli chcecie być zawsze na bieżąco i otrzymywać maile o kolejnych wpisach, zostawcie swój adres e-mail. Znajdziecie nas również na Facebooku. Pozdrawiamy!

7 komentarzy
  • An Ja
    Opublikowano o 15:42h, 08 listopada Odpowiedz

    Ambona jeszcze tej zimy trzymała pion, szkoda, że już jej nie ma 🙂 Trasy na szczyt i w jego okolicy są idealne na narty biegowe, a i krajobraz jest ładniejszy o tej porze roku, ale przyznaję, sama wędrówka na szczyt nie jest fascynująca. Dlatego, m.in. stworzono odznakę Korona Sudetów, alby lepiej poznać pasma górskie, w które pewnie sami byśmy się nie wybrali, gdyby nie zdobywanie ich najwyższych szczytów Pozdrawiam!

    • Mateusz
      Opublikowano o 20:41h, 08 listopada Odpowiedz

      Tak, od razu pomyślałem o miłośnikach nart, bo na pewno jest tam gdzie poszaleć 😀 Ja niestety należę póki co do tych, którzy po nartach mogą się spodziewać co najwyżej złamań. Pozdrawiamy!

  • Ania
    Opublikowano o 20:44h, 06 listopada Odpowiedz

    Kiedyś na fotkach „mignęło mi” Schronisko Jagodna. Wyglądało super…

  • Karola | Życie.Me
    Opublikowano o 17:03h, 05 listopada Odpowiedz

    Ale, że jak to resztki ambony?! Czy to oznacza, że jednak zeżarłam za dużo ciastek i biedna padła po mojej wizycie? Moje życie nie będzie już takie samo!

    A co do „kiedy na zdjęciu widzicie DiCaprio, a w realu przychodzi Karolak” – nie mogę przestać się śmiać. 😀 😀

    • Mateusz
      Opublikowano o 07:42h, 06 listopada Odpowiedz

      Na fotce „szczytowej” widać ją tam po prawej. Czasy świetności ma zdecydowanie za sobą 😀 Szkoda, bo jakby tam postawić fajną wieżę, to wycieczka zrobiłaby się naprawdę ciekawsze i nawet DiCaprio nie byłby potrzebny.

  • mysza
    Opublikowano o 22:16h, 04 listopada Odpowiedz

    No ale w czym ten Karolak gorszy od DiCaprio? 😀
    Polecam Karkonosze, nie rozczarują Cię 😉

    • Mateusz
      Opublikowano o 07:39h, 06 listopada Odpowiedz

      Miały być i Karkonosze podczas tego wyjazdu, ale niestety musiałem go skrócić. Zostaną na przyszłość 😀

Zostaw komentarz