Bystra Ławka

Bystra Ławka i ścieżka bezprawia

Bystra Ławka wydawała się świetnym celem, na krótką wycieczkę w słowackie Tatry.

Kiedy rozmyślamy o Tatrach, to przed oczami zazwyczaj mamy te wszystkie wspaniałe Gerlachy, Krywanie i inne Świnice. Nie będę tutaj wyjątkiem, bo przecież zdobywanie szczytów to taka truskawka na torcie każdego górołaza. Łzy wzruszenia cisną się do oczu, drżące dłonie nie pozwalają zjeść pieczołowicie przygotowywanej bułki i w ogóle cali jesteśmy w emocjach. Człowiek gotów byłby jeszcze kogoś wyściskać. No i gdzieś w tym wszystkim są takie miejsca, jak Bystra Ławka. Przełęcz, czyli takie nic. Ot, niepozorne obniżenie w grani. Takie wyobrażenie miałem jeszcze rok temu, ale od tego czasu sporo się zmieniło. Nie tylko zaliczyliśmy fenomenalną Przełęcz Krzyżne, ale niezmiernie miło wspominamy wypad w Tatry Bielskie, gdzie szlaki kończą się przecież sporo poniżej szczytów. Poza tym skoro przełęcz jest wcięciem w grani, to w pobliżu musi być też jakieś jej spiętrzenie, prawda?

Coraz trudniej przychodzi nam wyszukiwanie ciekawych, tatrzańskich szlaków, które nadawałyby się na jednodniowe wypady. Sporo czasu pochłania nam dojazd, a przecież po ciężkim marszu stajemy przed perspektywą jeszcze trudniejszego powrotu. Nie chciałbym zaistnieć w mediach akurat jako ofiara wypadku, dlatego staramy się nie szaleć z dystansem, gdy zamierzamy jeszcze tego samego dnia wrócić do domów. Bystra Ławka (2300 m n.p.m.) była więc prawdziwym objawieniem. Mapy pokazywały przyjemne 15 km marszu i jeszcze przyjemniejsze 1000 m przewyższeń. Przecież w Tatrach to prawie jak Dzień Dziecka! Co więcej, dzięki tej wycieczce mieliśmy poznać dwie, zupełnie dla nas nowe doliny i ich otoczenie. Sam szlak też uchodził za ciekawy, a występujące na trasie łańcuchy, zaprzątały Darkowi głowę już na kilka dni przed wyjazdem. Nic ekstremalnie trudnego, ale też już nie banał – trasa w sam raz dla nas.

Szlak na Bystrą Ławkę

Szlak na Bystrą Ławkę, Tatry Wysokie – polskie i słowackie, wydawnicto Compass. Trasę zaplanujesz też tutaj.

 

W Szczyrbskim Jeziorze (Štrbské Pleso) znaleźliśmy się przed dziewiąta. To turystyczna miejscowość położona nad stawem o tej samej nazwie, skąd mieliśmy rozpocząć naszą wycieczkę. Słońce było już wysoko, w zasięgu wzroku kręciło się sporo osób, a my szukaliśmy parkingu. Po słowackiej stronie Tatr chyba chętniej korzysta się z dobrodziejstw technologii, toteż królują tam automaty biletowe. Trudno znaleźć takiego „analogowego” pana z kwitkami, jednak po chwili nam się to udało.

Jadąc na miejsce szkoliliśmy swój słowacki, słuchając tamtejszego radia, ale w chwili próby, zdolności lingwistycznych wystarczyło nam zaledwie na „dzień dobry” i „dziękujemy”. Może innym razem porozmawiamy chociaż o pogodzie. Szlak na Bystrą Ławkę nie jest długi, a my zaplanowaliśmy sobie taką standardową pętelkę, zamierzając wchodzić przez Dolinę Młynicką, a schodzić Doliną Furkotną. O tym, że gdzieś tam daleko chowa się sam Furkot też wiedziałem, chociaż głównie teoretycznie. Niby mało znana góra, ale licząca ponad 2400 m n.p.m. Niestety oficjalnie nie prowadzi tam żaden szlak, ale przecież żaden grzech popatrzeć na niego z bliska, nie?

Ruszamy na Bystrą Ławkę, startując Doliną Młynicką

Ruszamy na Bystrą Ławkę, startując Doliną Młynicką

 

To miał być upalny dzień. Prognozy straszyły 37 stopniami w cieniu (!), a ja pociłem się już na samą myśl o tym niewyobrażalnym żarze lejącym się z nieba. Z tego też powodu obładowaliśmy się litrami wody, bo mało jest tak przykrych rzeczy w górach, jak odwodnienie. No może odwodnienie, podczas zabawy w berka z niedźwiedziem. Dziarskim krokiem ruszyliśmy wzdłuż szlaku, by dosłownie po chwili zatrzymać się na przerwę. Cztery godziny w samochodzie trochę nas znużyły, ale przede wszystkim byliśmy niesamowicie głodni. Nie chcąc, aby inni wzięli odgłosy naszych żołądków za pomruki wspomnianego miśka, musieliśmy zjeść coś kalorycznego. To była też dobra okazja, by szczelnie pokryć się kremem do opalania, o czym nie tylko mi zdarza się zapominać. Najedzeni i pachnący mogliśmy wreszcie ruszać dalej.

Chłodno i przyjemnie

Chłodno i przyjemnie

 

Zagłębialiśmy się coraz bardziej w Dolinę Młynicką, leniwie stawiając kroki. Wszystko, co nas tego dnia czekało, miało być dla nas nowością i chociaż nie lubię niespodzianek (serio), to takimi nigdy bym nie pogardził. Zgodnie ustaliliśmy, że nie będziemy się spieszyć, bo i po co, jak z całością mieliśmy zamiar uwinąć się w 7, no maksymalnie 8 godzin. Odcinek leśny ani nie zachwycał, ani nie zabijał nudą. Teren wznosił się jakoś tak łagodnie, a my pokonywaliśmy kolejne stopnie. Ot, taki całkiem przyjemny spacer. Nie ma się specjalnie nad czym rozwodzić, zwłaszcza że etap ten jest zaskakująco krótki, jak na Tatry oczywiście. Kiedy się z nim uporaliśmy i weszliśmy w piętro kosodrzewiny, ukazały się nam doprawdy imponujące widoki.

Widoki stają się coraz lepsze

Widoki stają się coraz lepsze

 

To, co na początku rzuca się w oczy, to dwa mury skalne, zamykające dolinę po obu stronach. Idąc szlakiem na Bystrą Ławkę, po lewej znajdziecie Grań Soliska, natomiast po prawej Grań Baszt. Tę drugą zdążyliśmy już poznać, idąc na Koprowy Wierch Doliną Mięguszowiecką. W skrócie – widzieliśmy ją od drugiej strony, gdzie zrobiła na nas znacznie większe wrażenie. W oddali natomiast wychylał się nad próg doliny Szczyrbski Szczyt, a gdzieś tam nad linią kosodrzewiny pokazał się wodospad Skok. No i to tam właśnie mieliśmy iść.

Wkrótce pokaże się nam Szczyrbski Szczyt

Wkrótce pokaże się nam Szczyrbski Szczyt

 

Maszerowaliśmy sobie dalej spokojnie, wokół nie działo się nic ciekawego, kiedy nagle zatrzymałem Darka i zapytałem: „To chyba Cycki, nie?” Odpowiedziało mi milczenie i zdumiony wzrok. „No Cycki. Patrz, o tam! Nie poznajesz?!” Darek zapewne uznał, że kiedy nie oglądał się za siebie, rąbnąłem głową w skały lub doznałem udaru. Spokojnie – wśród pewnej części turystów i taterników, taką nazwę noszą dwie turnie opadające ze Skrajnej Baszty. Sam nie wiem, może nie jestem już, albo jeszcze w tym wieku, w którym człowiek na siłę doszukuje się kobiecych kształtów w skałach. Podobno jednak z wysokości widać to znacznie wyraźniej. Po tych rozważaniach zaczęliśmy powoli zbliżać się do pierwszej, sporej atrakcji na szlaku.

Oto Cycki. Tak przynajmniej potocznie nazywane są te dwie turnie, opadające ze Skrajnej Baszty

Oto Cycki. Tak przynajmniej potocznie nazywane są te dwie turnie, opadające ze Skrajnej Baszty

 

Wodospad Skok, opadający z wysokości niemal 25 metrów, szumiał już z daleka. Zachodziliśmy w głowę, którędy na ten próg się dostaniemy, kiedy nagle gdzieś tam w oddali mignęły nam małe, ludzkie sylwetki. Zmierzając Doliną Młynicką na Bystrą Ławkę, wodospad zaatakować trzeba od lewej strony. No i wtedy zaczyna się zabawa oraz pierwsze trudności na trasie. Robimy kilka zdjęć i staramy się skoncentrować, bo po paru kamiennych schodkach naszym oczom ukazuje się gładka płyta i przyczepiony do niej łańcuch.

Pierwszy łańcuch w drodze na Bystrą Ławkę. Do pokonania gładka płyta nad wodospadem

Pierwszy łańcuch na trasie. Do pokonania gładka płyta nad wodospadem

 

Sporo ludzi stopniuje sobie trudności na szlakach, biorąc pod uwagę kryterium sztucznych ułatwień. Są łańcuchy? Musi być trudno. Nie ma żelastwa? Bułka z masłem, nie Darek? Otóż nie zawsze jest to prawda! W tym konkretnym przypadku, płyta którą trzeba początkowo pokonać, nie stanowi jakiegoś dużego wyzwania. Może nie jest zbyt wygodna, ale przy dobrej pogodzie nie powinniście mieć problemów. Mimo to, pewnie poczułbym szybsze bicie serca, gdybym musiał nią iść po opadach. Wtedy obecność łańcucha mogłaby stanowić sporą pomoc, bo jest gdzie spaść.

Jeszcze jeden ciekawy etap

Jeszcze jeden ciekawy etap

 

Kiedy uwinęliśmy się z tą przeszkodą, spodziewaliśmy się już zwykłego marszu do góry. Tymczasem pojawiła się druga, całkiem ciekawa formacja. Tutaj wypadało już użyć rąk, bo do pokonania mieliśmy kilkanaście metrów dosyć mocno pochylonego, ale dobrze urzeźbionego terenu. Ponownie – w przypadku dobrej pogody, spokojnie można odpuścić użycie łańcucha, ale jeżeli lubicie korzystać z takich ułatwień, to na pewno się ucieszycie. W taki oto sposób dostajemy się w górne piętro doliny.

A tak ta przeszkoda wygląda z góry

A tak ta przeszkoda wygląda z góry

 

Przywitał nas surowy, ale bardzo ciekawy krajobraz. Gdzie się nie obejrzeć tam wysokie szczyty, turnie i przełęcze. Szczyrbski Szczyt ciągle dominował otoczenie i służył nam trochę jako drogowskaz – to w tamtym kierunku mieliśmy dalej podążać. Wodziłem wzrokiem po Grani Baszt, szukając Szatana, ale ani nie za bardzo się wyróżniał, ani niespecjalnie ładnie wyglądał. Trochę rozczarowała mnie jego sylwetka, którą obserwowaliśmy po tej stronie grani. Szatanie – zawiodłeś! Zrobiliśmy sobie kilka zdjęć i zgodnie uznaliśmy, że bez przerw podejdziemy na kolejny próg doliny, który dało się zauważyć już z daleka.  Tam, siedząc nad Capim Stawem, powinniśmy już mieć świetny widok na Bystrą Ławkę, ale nie tylko. Furkot bowiem pałętał mi się cały czas po głowie.

Kolejne piętro Doliny Młynickiej przed nami. W oddali Szczyrbski Szczyt

Kolejne piętro Doliny Młynickiej przed nami. W oddali Szczyrbski Szczyt

 

Kiedy ruszaliśmy z parkingu wydawało się, że na trasie naszej wędrówki będzie bardzo tłoczno. No i coś mi teraz nie pasowało. Nikt wokół nie rozmawiał, w zasięgu wzroku mieliśmy tylko odległe, malutkie sylwetki, a jedyne co dało się słyszeć, to szum niezwykle przyjemnego i chłodnego wiatru. Nie wiem czy cały ten tłum postanowił moczyć nogi w wodospadzie, czy po prostu rozciągnął się na dystansie doliny. Tak czy inaczej, dzięki temu momentami mieliśmy wrażenie, jakby nikt poza nami nie wyruszył tego dnia na szlak.

 

Na Bystrą Ławkę

przez Dolinę Młynicką

 

W ogóle było jakoś tak surowo i dziko, a po czasie zrobiło się już w ogóle ciekawie, kiedy dotarliśmy do gigantycznych wręcz głazów. Głazów tak wielkich, jak moja chęć przyjrzenia się z bliska Furkotowi. Nie pozostało nam nic innego, jak śmiało pokonywać kolejne metry.

Niektóre z tych głazów są naprawdę gigantyczne

Niektóre z tych głazów są naprawdę gigantyczne

 

Coś tam przebąkiwałem Darkowi o tym, że w pobliżu jest taki jeden fajny szczyt, ale chyba traktował to w kategorii żartu. Przecież nie wolno. Mnie natomiast od środka spalał wręcz ogień ciekawości. Z rozważań wyrwał mnie widok tablicy pamiątkowej, przytwierdzonej do jednego z takich dużych kamieni. Miejsce to szczególne, bo w tej właśnie okolicy wydarzył się tragiczny wypadek, kiedy śmigłowiec z ratownikami na pokładzie roztrzaskał się o skały. Gdzieniegdzie można jeszcze odnaleźć szczątki maszyny, co powoduje, że robi się człowiekowi trochę nieswojo. Po chwili zadumy, postanowiliśmy ruszyć dalej, bowiem kolejna część doliny miała otworzyć przed nami nowe widoki – wreszcie mieliśmy nadzieję rzucić okiem na Bystrą Ławkę.

Zmierzamy już nad Capi Staw

Zmierzamy już nad Capi Staw

 

Podejście na próg jest bezproblemowe i względnie krótkie, dlatego nieznacznie przyspieszyliśmy, chcąc wreszcie zobaczyć co słychać i widać nad Capim Stawem (Capie pleso). Okazało się, że tak piękny do tej pory Szczyrbski Szczyt, uległ znaczącemu skurczeniu się i to mimo tego, że liczy pokaźne 2385 m. Rozwiązanie tej zagwozdki było bardzo proste – staw nad którym się znajdowaliśmy, leży na wysokości około 2072 m n.p.m., a nie jest to jeszcze rekordzista! Rozumiecie to? Na takiej wysokości już dawno kończy się Kasprowy, a tu możecie zaledwie posiedzieć nad wodą.

Pierwsza wypukłość od prawej, to Hruby Wierch. Kolejne spiętrzenie to Furkot

Pierwsza wypukłość od prawej, to Hruby Wierch. Kolejne spiętrzenie to Furkot

 

Pokonaliśmy już sporą część trasy, spacer Doliną Młynicką był praktycznie za nami, więc zasłużyliśmy na dłuższą przerwę. Znaleźliśmy wygodny kamień, na którym rozbiliśmy obóz i zaczęliśmy rozważania. Bystra Ławka? Jest. Charakterystyczne wcięcie w grani niknęło gdzieś w górze, ale z naszej perspektywy ścieżka tam prowadzącą nie była dobrze widoczna i ginęła w masie jednakowych głazów i kamieni. Kierując wzrok w prawo udało mi się namierzyć wreszcie Furkot, z tej perspektywy wyjątkowo nijaki, a kawałek dalej Hruby Wierch, wcale nie lepszy. Ten ostatni kompletnie nie przypominał szczytu tych rozmiarów, a wszyscy przyzwyczajeni do oglądania go od polskiej strony, gdzie zachwyca skalnym murem, powinni nieco ochłonąć. Nad Capim Stawem wyglądał tylko jak mała bulwa gdzieś na grani. Szkoda.

Ciekawym terenem ruszamy na Bystrą Ławkę

Ciekawym terenem ruszamy na Bystrą Ławkę

 

Ruszyliśmy w końcu po wielkich głazach wzdłuż stawu, a mój wzrok utknął gdzieś w okolicach Bystrego Przechodu (2314 m n.p.m.) To tam, jeszcze lata temu, prowadził szlak z Doliny Młynickiej do Doliny Furkotnej. Współcześnie jednak trasa ta prowadzi przez nieco niższą i położoną na południe Bystrą Ławkę. Początkowo droga nie stwarzała żadnych problemów, a my bez przeszkód połykaliśmy kolejne metry. Tu jakieś zakosy, tam jakieś schodki i tak dalej przed siebie. Im wyżej byliśmy, tym częściej jednak przydawały nam się ręce, ale nie dlatego, że w dolnej części szlaku trzeba się wspinać, ale raczej dla ustabilizowania swojej sylwetki czy złapania równowagi. Szło się nam świetnie, zwłaszcza że skała była lita, a podłoże stabilne.

Póki co, teren jest zróżnicowany, ale raczej bezproblemowy

Póki co, teren jest zróżnicowany, ale raczej bezproblemowy

 

Trochę się to zmieniło po czasie, kiedy dotarliśmy do kilku pochylonych i względnie gładkich płyt. Żaden to kłopot kiedy jest sucho, ale po opadach deszczu pewnie nie chciałbym tędy schodzić. Na pewno bym nie chciał. Ostatecznie takie trudniejsze miejsca można ominąć, bo szlak nie jest w tym miejscu jedną, święta, wytyczoną ścieżką i pozostawia sporo dowolności w pokonywaniu przeszkód. Jak dla mnie super, ale wszyscy przyzwyczajeni do wydeptanych dróżek znanych choćby z Tatr Zachodnich, powinni nieco zwiększyć koncentrację. Najważniejsze, to mieć w zasięgu wzroku kolejny żółty znak na kamieniu.

Gładkie płyty mogą stanowić problem w drodze na Bystrą Ławkę

Gładkie płyty mogą stanowić problem w drodze na Bystrą Ławkę

 

Lubię takie podejścia, bo zdecydowanie mniej się na nich męczę, niż na takich rozwleczonych trasach. I nawet nie chodzi o to, że ze mnie jakiś heros, a moją supermocą są skoki po kamieniach. Po prostu szybko nabiera się wysokości, na horyzoncie pojawiają się nowe widoki, a że mnie zawsze to ciekawi, to często zwalniam, odwracam się, oglądam i robię zdjęcia. A widok z podejścia na Bystrą Ławkę na pewno może się podobać. W dole widać m.in. Capi i Kolisty Staw. Ten drugi to już w ogóle leży na szalonej wysokości, bo na 2100 m n.p.m. Wyobraźcie sobie, że taka przerośnięta kałuża znajduje się znacznie wyżej niż Giewont, a piękny Kościelec wychyliłby ponad lustro wody tylko wierzchołek.

Bystra Ławka jest tym charakterystycznym wcięciem nad turystą, znajdującym się przed Darkiem

Bystra Ławka jest tym charakterystycznym wcięciem nad turystą, znajdującym się przed Darkiem

 

Świetnie widać też Grań Baszt i… brzydotę Szatana. Wybaczcie, ale o ile byłem zachwycony oglądając go z drugiej strony, tak teraz wyglądał co najmniej dziwnie. Jeszcze ten sterczący wierzchołek – okropność. Z tyłu, na drugim planie widać Wysoką, Mięguszowieckie Szczyty i nawet Koprowy Wierch, który z tej perspektywy też nie zachwycał sylwetką. No i tak rozprawiając na temat widoków, dotarliśmy niemal pod samą grań, gdzie szlak gwałtownie zakręcał w lewo. Wcześniej pokonaliśmy jeszcze jedno, strome miejsce, po czym stanęliśmy w bezruchu. Luźno rzuciłem do Darka, że właśnie ten moment, ten i żaden inny, to idealna chwila by się napić, odpocząć i… zastanowić co teraz.

Z widokiem na Grań Baszt i Szatana

Z widokiem na Grań Baszt i Szatana

 

To tutaj można zejść z autostrady praworządności i skręcić na cichą ścieżkę bezprawia i przygody. Serce biło mi trochę mocniej niż zwykle, a oddech miałem płytszy niż jeszcze przed chwilą, na podejściu. Konspiracyjnym niemal tonem, jakbyśmy byli obserwowani przez całą dolinę szepnąłem do Darka, że znam drogę. Znam drogę nie tylko na Bystry Przechód, ale też i na Furkot. Oh, dużym to było nadużyciem z mojej strony, bo teoria często rozmija się z praktyką, ale napotkałem zaskakująco niewielki opór. Darek stał już nad decyzyjną krawędzią i wystarczyło go tylko delikatnie popchnąć.

Co mogło pójść nie tak? Sporo, bo słusznie zauważył, że mogliśmy się nieopatrznie zapuścić w jakiś podły teren, uszkodzić, a nade wszystko mogliśmy zarobić mandat. Jak wiecie, w Tatrach nie wolno schodzić ze znakowanych szlaków. Nigdy wcześniej nie przydarzyła się nam taka historia i nie mieliśmy żadnego, wcześniejszego doświadczenia w tym temacie. To miał być nasz pierwszy raz. „Zawsze możemy zawrócić” – odpowiedziałem, po czym szybkim krokiem ruszyliśmy wzdłuż wyraźnej ścieżki.

Kolisty i Capi Staw w dole

Kolisty i Capi Staw w dole

 

Początkowo szybko, jak gdyby chowając się przed wzrokiem całego świata i z obawą, że nie trafimy tam, gdzie trafić chcemy. Kiedy w zasięgu moich oczu pojawia się stary ślad farby po nieistniejącym już szlaku, uspokajam Darka. Chwilę później meldujemy się pod żlebem, który w teorii miał nas wyprowadzić na Bystry Przechód. Miny nam trochę zrzedły, chociaż pewnie i tak nie były w tym momencie specjalnie urodziwe. Cała ta rynna, którą mieliśmy się wspiąć wypełniona była luźnym, sypkim i niestabilnym materiałem skalnym. Delikatnie stawiając kroki podchodziliśmy do góry, gdy nagle zsunąłem jeden z kamieni w kierunku towarzysza. Tak, postanowiliśmy zdecydowanie zwiększyć dystans. W górnej części żleb stawał się jeszcze bardziej stromy, ale po lewej jego stronie znaleźliśmy dogodne wyjście na przełęcz. Wkrótce naszym oczom ukazał się majestatyczny Krywań i całkiem zwyczajny wierzchołek Furkotu (2404 m n.p.m.), na którym po chwili stanęliśmy.

Krywań i Dolina Niewcyrka

Krywań i Dolina Niewcyrka z Furkotu

 

Pewności jednak nie mamy, co prawda znajdują się tam kopczyki, które można wziąć za oznaczenie najwyższego punktu w okolicy, ale kolejny wierzchołek, oddalony o kilkanaście metrów, wydaje się być wyższy. Głupio byłoby przejść tyle i jednak tego szczytu nie klepnąć, więc proponuję Darkowi kolejny krótki spacer. Ten patrzy na mnie jak na głupiego, myśląc, że chodzi mi o przejście granią aż na Hruby Wierch. Nie, aż tak szalony nie jestem, tym bardziej że z tej perspektywy „Gruby” pokazuje swoje groźniejsze oblicze. Rozglądamy się na szczycie, skąd widoki naprawdę mogą się podobać (świetnie widać Krywań), po czym zauważamy, że nie tylko Grań Baszt tonie w chmurach, ale te zaczynają pokrywać też i pobliskie Solisko. Robi się nieciekawie, więc postanawiamy schodzić. W tym roztargnieniu ledwie przypominamy sobie o tym, że nie mamy żadnego pamiątkowego zdjęcia. Naprawiamy ten błąd, po czym ruszamy w dół.

Furkot

Furkot

 

Nie ucieszyło nas wejście na Furkot. Nie sprawiło nam też satysfakcji. Wszystko przez to dudniące między uszami zmartwienie pod tytułem: „jak zejść na dół i nie rozbić sobie głowy”. W dodatku pogoda mogła się jeszcze bardziej zepsuć, bo w upalny, letni dzień nie byłoby to nic dziwnego. Schodzenie żlebem od razu odpuściliśmy, kierując się wzdłuż czegoś, co wyglądało na wydeptaną wzdłuż grani dróżkę. Mimo wszystko prowadziła ona zbyt wysoko jak na nasz gust, a my obiecaliśmy sobie, że nie zapuścimy się w żaden podejrzany teren. Ostatecznie wybieramy przystępnie wyglądający kominek, przy czym „przystępnie” oznaczało chyba najtrudniejszy odcinek, z jakim zmierzyliśmy się do tej pory w Tatrach. Kilka minut później wracamy w miejsce, gdzie skręca żółty szlak na Bystrą Ławkę.

Wracamy na właściwą ścieżkę, prowadzącą na Bystrą Ławkę

Wracamy na właściwą ścieżkę

 

Jak gdyby nigdy nic, kierujemy się teraz w prawidłowym kierunku, wybierając już autostradę praworządności, przystając tylko na chwilę, by napić się wody i uspokoić oddech. Teren początkowo nie różni się specjalnie od tego, z czym przyszło nam się zmagać na podejściu. Dopiero po chwili wyrasta przed nami ostateczna przeszkoda w drodze na przełęcz. Stromy, ale dobrze urzeźbiony i zabezpieczony żelastwem kominek.

O ile trudno było wcześniej mówić o jakiejś typowej ekspozycji, tak tutaj niektórzy mogą się poczuć mniej pewnie. Ten etap jest naprawdę krótki, bo to pewnie maksymalnie kilka/kilkanaście metrów, pełno tu stopni i chwytów, a jak ktoś woli, to i łańcuch sobie wisi do pomocy. Nie za bardzo jest jednak czas, żeby się oglądać za siebie, a w dodatku jest stromo. Przejście przez grań jest wyjątkowo wąskie, zmieści się tam pewnie jeden człowiek, a że szlak jest dwukierunkowy, to w sezonie czasu na fotki tam nie ma.

Ostatnia trudność w drodze na Bystrą Ławkę

Ostatnia trudność w drodze na Bystrą Ławkę

 

Jeżeli dysponujecie odrobiną sprawności i nie macie lęku wysokości czy przestrzeni, to przez Bystrą Ławkę przejdziecie raczej bez problemów. Cały czas biorę pod uwagę dobre warunki atmosferyczne. Banałem bym tego jednak nie nazwał, a to głównie dlatego, że każdy nieco odmiennie reaguje na takie przeszkody. Warto o tym pamiętać. Tymczasem rzuciłem ostatnie spojrzenie w kierunku Doliny Młynickiej, zrobiłem zdjęcie (żeby wam pokazać jak to z góry wygląda), no i uciekłem za Darkiem na druga stronę grani. Tam jest już trochę lepiej, w sensie łatwiej. Znajduje się tam płyta, na której można przystanąć i niewielki fragment ubezpieczony łańcuchami. Pokonywanie przeszkód na zejściu przychodzi człowiekowi zazwyczaj trudniej, dlatego proponuję poruszać się w „naszym” kierunku, wtedy ten najtrudniejszy etap przejdziecie do góry.

Bystra Ławka

Bystra Ławka

 

Ciągle byliśmy mocno skupieni, a największą przeszkodą w drodze w dół okazał się… zator. O ile w dolinach mogliśmy tego dnia liczyć na samotność, tak w okolicach Bystrej Ławki kotłowaliśmy się wszyscy jak na wyprzedaży. Z tą różnicą, że każdy grzecznie czekał na swoją kolej. W takich newralgicznych miejscach dosyć łatwo tworzą się korki, co stanowić może dodatkowe zagrożenie. Nie ulegajcie jednak presji i temu, że ktoś za wami się wyjątkowo spieszy, bo wtedy łatwo popełnić błąd. Słyszałem już o przypadkach, w których ktoś rozbił głowę o kamień, nie słyszałem za to, żeby ktoś rozbił kamień głową. W skrócie – nie próbujcie być pierwszymi. W drodze w dół pomagamy jeszcze dwóm turystkom, po czym już, po kamieniach spacerujemy w głąb Doliny Furkotnej.

Po drugiej stronie grani jest już trochę inaczej

Po drugiej stronie grani jest już trochę inaczej

 

Teoretycznie najgorsze za nami – czeka nas już tylko marsz zboczem, chociaż ciemne chmury ciągle nie pozwalają się nam rozluźnić. Tutaj jest już za to łatwiej, a my wbijamy wzrok w lustro Wyżniego Wielkiego Furkotnego Stawu i krok po kroku zmniejszamy dzielący nas od niego dystans. Nad stawem badamy sytuację. I znów ciekawostka, bo lustro wody znajduje tutaj się na wysokości, uwaga, 2145 m n.p.m. Dla porównania, idąc przez Czerwone Wierchy, ciągle znajdowalibyście się nieco niżej. Znów wychodzi słońce, a my wreszcie możemy trochę odetchnąć, jedząc coś dobrego. Możemy też w spokoju przyjrzeć się samej dolinie, którą zgodnie uznajemy za nieco mniej urodziwą, od tej po drugiej stronie grani. Dolina Młynicka wychodzi z tego pojedynku zwycięsko, co wcale nie oznacza, że tutaj jest brzydko.

Przy prawej Furkot, w środku Furkotna Przełęcz

Przy prawej Furkot, w środku Furkotna Przełęcz

 

Kierujemy wzrok w stronę Bystrej Ławki, a potem w lewo, gdzie znajduje się sam Furkot. Dalej odnaleźć można głębokie wcięcie, to Furkotna Przełęcz, skąd grań prowadzi w stronę Ostrej. Otaczające nas szczyty nie wydają się specjalnie duże, dopóki nie skontrastujemy tego z maleńkimi sylwetkami turystów schodzących z przełęczy. Dopiero teraz pozwalamy sobie na wymianę wrażeń i obaw, jakie towarzyszyły nam na górze. Pozostała nam już  na szczęście tylko perspektywa zejścia, a że czujemy się świetnie, to wcale nie mamy zamiaru się nigdzie spieszyć. Na dodatek wieje przyjemny wiatr, który łagodzi skutki szalejącego w tej części Europy upału. Schodzimy progiem doliny, potem kolejnym, aż niepostrzeżenie zapuszczamy się w piętro kosodrzewiny.

Pożegnalne widoki, nim wkroczymy w piętro roślinności

Pożegnalne widoki, nim wkroczymy w piętro roślinności

 

No i w tym miejscu oszczędzę wam trochę opisów, bo chociaż mógłbym się wspiąć na wyżyny bajkopisarstwa, to nie chcielibyście czytać wywodu na temat marszu przez kosówkę. Po prostu stawialiśmy raz prawą, raz lewą stopę. Pięknie zrobiło się za to już niżej, kiedy dotarliśmy do Magistrali Tatrzańskiej. Nawiasem mówiąc, to taki długi, spacerowy, czerwony szlak, biegnący u podnóża słowackich Tatr. Cały ten teren i naszą drogę w kierunku Szczyrbskiego Jeziora porastała Wierzbówka Kiprzyca. To te… hmm różowe (dobrze piszę?) kwiaty, które tworzyły wspaniały szpaler.

Wierzbówka Kiprzyca naprawdę wprowadza zupełnie nowy klimat w tę udaną wędrówkę

Wierzbówka Kiprzyca naprawdę wprowadza zupełnie nowy klimat w tę udaną wędrówkę

 

Przed powrotem postanowiliśmy jeszcze posiedzieć nad samym Szczyrbskim Jeziorem. Wokół niego poprowadzono spacerową dróżkę, więc możecie z tego śmiało skorzystać, bo widoki na pewno się wam spodobają. Trochę cukierkowe, ale czy to źle? Po tafli suną łódki, gdzieś obok latają kaczki, a nad tym wszystkim górują Wysoka i Kończysta. Nic, tylko usiąść i odpoczywać, zwłaszcza po dobrze spędzonym dniu. Nie tylko przeszliśmy ciekawy szlak, ale też pokonaliśmy pewną nową dla nas granicę. I nie chcę używać żadnych górnolotnych słów, bo marnie mi to wychodzi. Nie chodzi bowiem o góry i szlakowe trudności w drodze na Furkot. Chodzi o to, co z każdym wyjazdem zmienia się w nas i co pozwala nam iść przez życie z trochę większą dawką pewności siebie. Czuję, że będę często wracał do tego tekstu.

Szczyrbskie Jezioro

Szczyrbskie Jezioro

 

Kiedy siadam do pisania relacji, zastanawiam się zawsze już na chłodno, co tak naprawdę sądzę o szlaku, który przemierzaliśmy. Czy czymkolwiek mnie zaskoczył? Czy wybrałbym się tam jeszcze raz, czy może raczej poleciłbym go najgorszemu wrogowi, chcąc zrazić go do gór? No i Bystra Ławka szczerze mi się podobała, mimo że to „tylko” przełęcz i jeszcze rok temu marudziłbym już na etapie planowania. Dla kogoś początkującego może być to świetna okazja do poznania dwóch, ciekawych tatrzańskich dolin, otaczających je grani, czy do zmierzenia się z trochę bardziej wymagającymi przeszkodami na szlakach. Te w moim przekonaniu mogą być trudne, chociaż to zawsze będzie niestety opinia subiektywna.

Może się tak stać głównie wtedy, kiedy te newralgiczne miejsca się zakorkują, przyjdzie się wam mijać z innymi turystami, czy skała będzie mokra od opadów deszczu. Jeżeli alergicznie reagujesz na widok łańcucha, to może faktycznie wybierz coś innego, oswajając się z takim terenem na innych szlakach. Mimo, że trasa jest krótka, to sztuczne ułatwienia pojawiają się dosyć szybko, już koło wodospadu. Potem albo przez te Bystrą Ławkę przejdziesz, albo zawrócisz… ale znów schodząc po łańcuchach. Warto o tym pamiętać.

Na pocieszenie dodam, że zdecydowana większość mijanych turystów radziła sobie świetnie z trudnościami, a w tej grupie byli emeryci, trzylatek, bosy facet i… pies – do dzisiaj nie wiem, w jaki sposób mu się to udało. Zachowując koncentrację wszystko powinno pójść dobrze. Poza tym jeśli chcecie spróbować czegoś, co niesie więcej adrenaliny, to szlak na Bystrą Ławkę ma ten plus, że jest stosunkowo krótki. Ze zmęczenia raczej nie padniecie – to około 15 km marszu i 1000 m przewyższeń.

Możecie zajrzeć też do galerii, a może nawet powinniście to zrobić, gdyż znajdziecie tam więcej zdjęć z tego wyjazdu. Zobaczcie, jak wygląda szlak na Bystrą Ławkę i rzućcie okiem na to surowe, górskie otoczenie. Jeżeli chcecie być zawsze na bieżąco i otrzymywać maile o kolejnych wpisach, zostawcie swój adres e-mail. Znajdziecie nas również na Facebooku. Pozdrawiamy!

14 komentarzy
  • Ania
    Opublikowano o 17:10h, 17 sierpnia Odpowiedz

    Właśnie jutro się wybieram i potrzebowałam bardzo tego opisu. Super, teraz nie mam wątpliwości, że warto 🙂 przy okazji dzięki temu szlaków trafiłam na Wasz blog. Będzie czytane 🙂

    • Mateusz
      Opublikowano o 17:14h, 25 sierpnia Odpowiedz

      Dzięki i powodzenia! Mam nadzieję, że wycieczka udana 😀

  • Dorota
    Opublikowano o 17:42h, 23 sierpnia Odpowiedz

    O samego patrzenia na zdjęcia kręci się w głowie 😮 I mówię tu o wysokościach, a nie o łydkach, chociaż te drugie też niczego sobie …

    • Mateusz
      Opublikowano o 07:35h, 24 sierpnia Odpowiedz

      No cóż, przekażę Darkowi, bo to głównie on bryluje na zdjęciach 😛 Na fotkach wszystko wydaje się znacznie bardziej dramatyczne, w rzeczywistości momentami może być trudniej, ale nie jakoś katastrofalnie 😉

  • Agnieszka
    Opublikowano o 19:53h, 17 sierpnia Odpowiedz

    No na to Panowie mnie nie namówią. Łańcuchy kojarzą mi się tylko z dawnym sposobem palikowania na łące bydła rogatego – czyli popularnej Mućki :)) Także dobrze że byliście, zdjęcia zrobiliście, a ja je sobie z wielką przyjemnością pooglądam :))
    A tak „”by the way” wnioskuję, aby okrzyknąć niniejszą trasę szlakiem zgrabnych łydek ;)) wyjątkowo eksponowanych w ten upalny dzień :)))
    Także Panowie czekam z niecierpliwością na kolejną relację. I pamiętajcie – zawsze idzie się do przodu zostawiając jedną nogę z tyłu :))
    Pozdrowienia z nizin 🙂

    • Mateusz
      Opublikowano o 07:13h, 18 sierpnia Odpowiedz

      Dzięki! 😀 Co do łańcuchów, to jeszcze niedawno Darek miał podobne skojarzenia, a teraz proszę jak śmiga 😀

  • Basia
    Opublikowano o 13:51h, 17 sierpnia Odpowiedz

    Piękne zdjęcia 🙂 A wierzbówka faktycznie sprawia, że człowiek czuje się jak w zaczarowanej krainie. Furkot i Hruby to był nasz pierwszy „poważny” offroad. Do dziś pamiętam jak trzęśliśmy portkami. I podobnie jak opisujesz rozglądaliśmy się w około czy nikt nie patrzy jak zbaczamy z „prawej” ścieżki 🙂

    • Mateusz
      Opublikowano o 07:09h, 18 sierpnia Odpowiedz

      To głównie taka psychologiczna granica i miałem wrażenie, że wszyscy się na nas patrzą 😀 Hruby nas ciekawił, ale to jeszcze nie ten moment 🙂

  • Tomek
    Opublikowano o 13:00h, 17 sierpnia Odpowiedz

    Widzę, że Bystra Ławka przeżywała w ostatnim czasie oblężenie przez blogerów 🙂 Fajny, przyjemny szlak z łatwą opcją „skoku w bok” 🙂 Wyczuwam w powietrzu, że być może wkrótce częściej zaczniecie podążać ścieżkami bezprawia, może gdzieś tam się spotkamy 😉

    • Mateusz
      Opublikowano o 13:22h, 17 sierpnia Odpowiedz

      Właśnie czytałem u was tekst i pomyślałem o tym samym 😀 Tak, szlak naprawdę przyjemny, bo jak na Tatry krótki, ale ciekawy 🙂 A co do ostatniego zdania, to zobaczymy. To już nie jest takie zwykłe dreptanie po ścieżce i wypada mieć trochę więcej umiejętności 😉

      • Tomek
        Opublikowano o 13:47h, 17 sierpnia Odpowiedz

        Zobaczysz, że zarówno apetyt na więcej jak i umiejętności będą rosły z czasem 🙂 Trzeba tylko zrobić ten pierwszy krok, później jest już z górki.

  • ina / smakwolnosci.pl
    Opublikowano o 11:57h, 17 sierpnia Odpowiedz

    Jak dla mnie – szlak naprawdę fajny. Chociaż tak szczerze mówiąc, to miałam nadzieję, na trochę więcej łańcuchów, bo te akurat uwielbiam, zwłaszcza że tutaj nie towarzyszy im ekspozycja.
    a wejścia na Furkot zazdroszczę. Krzysiek, jest widzę jest ulepiony z tej samej gliny co Darek i zdecydowanie nie pała chęcią schodzenia ze szlaku, jednak mi nie udało się go przekonać.
    a zdjęcia jak zwykle – cudo 🙂

    • Mateusz
      Opublikowano o 12:01h, 17 sierpnia Odpowiedz

      Dzięki! Czyli tworzycie podobny duet, z tym że ja widocznie mam większy dar przekonywania 😛 No jest to coś nowego i chociaż żadne to wielkie wejście, to towarzyszyły mu nowe, nieznane nam wcześniej emocje. Co do łańcuchów, to mogły się okazać naprawdę przydatne na zejściu, zwłaszcza kiedy podłoże byłoby mokre. Kiedy jest sucho, można równie dobrze korzystać wyłącznie z rzeźby terenu.

      • ina / smakwolnosci.pl
        Opublikowano o 12:10h, 17 sierpnia Odpowiedz

        Hmm… no po 9 latach małżeństwa mój dar przekonywania już dawno zblakł 😉 ale będę nad nim pracować!
        a co do podłoża to fakt, po deszczu byłoby kiepskawo, zwłaszcza nad wodospadem

Zostaw komentarz