W wolnej chwili na Grzywacką

W wolnej chwili na Grzywacką

Niepewna pogoda zniechęciła nas do dalszych podróży. Na krótki, sobotni spacer wybraliśmy więc Beskid Niski.

Zima była już w odwrocie i nie do końca mnie to cieszyło. Zamiast tego za oknem zapanowała przygnębiająca szarówka. Sobota uciekała i z nudów zacząłem przeszukiwać internet. No i trafiłem. W Beskidzie Niskim leży sobie niewielkie wzniesienie nazywane Grzywacką Górą. A że w Beskid Niski mamy blisko to postanowiłem podsunąć ten pomysł koledze. Skusiła nas przede wszystkim wznosząca się tam wieża widokowa, która dawała nadzieję na ładne widoki. Koło południa postanowiliśmy powalczyć z nudą i byliśmy już w drodze. Pogoda była kiepska i nisko wiszące chmury straszyły deszczem, dlatego zdecydowaliśmy się jedynie na krótki spacer by w razie jakiejś ulewy szybko uciec ze szlaku.

Początkowy fragment ścieżki na Górę Grzywacką.

Początkowy fragment ścieżki na Górę Grzywacką.

 

Z parkingu w miejscowości Kąty szybko wypatrzyliśmy miejsce, w które mieliśmy się udać. Przy ścieżce prowadzącej na górę ustawione są kolejne stacje drogi krzyżowej więc podążaliśmy za nimi. Grzywacka Góra wznosi się zaledwie 567 m n.p.m. ale ta wieża kusiła nas dosyć mocno. Jedynie w niektórych zacienionych miejscach i w lesie zalegał jeszcze śnieg.

Przyjemny klimat i otwarte przestrzenie

Przyjemny klimat i otwarte przestrzenie

 

Szybko pokonaliśmy ten fragment szlaku i wkrótce stanęliśmy pod wieżą widokową, a w zasadzie krzyżem ze schodkami i tarasem widokowym. Całość wyglądała solidnie więc ruszyliśmy do góry. Okazuje się, że stojąc na górze cała konstrukcja delikatnie się kołysze nawet przy najmniejszym wietrze. Bardzo ciekawe uczucie, którego jednak nie chcieliśmy przeciągać w nieskończoność.

Panorama z wieży widokowej

Panorama z wieży widokowej

 

Kolejnym punktem programu był spacer w stronę Łysej Góry, do której zaprowadzić miał nas dalej czerwony szlak.Przemierzanie pól i otwartych przestrzeni było naprawdę przyjemne i to pomimo kiepskiej aury. Wkrótce weszliśmy w las gdzie zaczęło się dreptanie po śniegu. Udało nam się zauważyć kilka śladów łap jakiegoś większego zwierza, ale kolega upierał się, że to na pewno ślady psa…szkoda. Czas mijał nam szybko i wkrótce postanowiliśmy zawrócić by zdążyć przed końcem dnia. Nie odmówiliśmy sobie jednak przyjemności ponownego wejścia na wieżę widokową.

Pogoda nie pozwoliła tego dnia na lepsze widoki.

Pogoda nie pozwoliła tego dnia na lepsze widoki.

 

Dzień szybko dobiegł do końca. Niespiesznie udaliśmy się na dół w stronę parkingu. Popołudnie udało nam się zakończyć z myślą, że udało nam się znowu coś zobaczyć i nie zmarnowaliśmy wolnej soboty tak do końca. Zdaje sobie sprawę, że jedynie zapoznaliśmy się z Beskidem Niskim ale mimo wszystko klimatyczna wędrówka rozbudziła w nas apetyt na więcej. Kiedyś trzeba będzie tam wrócić.

 

Pełna galeria zdjęć w do znalezienia w zakładce „Galeria” – o tutaj!

Zobacz więcej podobnych relacji:

Brak komentarzy

Skomentuj