Tajemnice Beskidu Wyspowego.

Tajemnice Beskidu Wyspowego.

Gdzie leży Beskid Wyspowy? Jaki jest jego najwyższy szczyt? Niedawno sami jeszcze nie znaliśmy odpowiedzi na te pytania. Postanowiliśmy to zmienić.

Beskid Wyspowy paradoksalnie zwrócił naszą uwagę podczas ostatniej wycieczki w Gorce. Malowniczo położone miejscowości pomiędzy wyrastającymi znikąd „kopkami” zachęcały do odwiedzin. Skusiła nas jeszcze jedna rzecz. Prognozy pogody zapowiadały dosyć niepewną pogodę więc wymyśliliśmy sobie, że w razie deszczu łatwo się nam będzie schować w gęstym lesie.

Takim widokiem wita nas Beskid Wyspowy

Takim widokiem wita nas Beskid Wyspowy.

 

Naszą bazą wypadową została miejscowość Jurków gdzie po dłuższej chwili udało nam się znaleźć miejsce parkingowe. Pochmurno ale ciepło – w takich okolicznościach przyrody ruszyliśmy więc na szlak by po chwili zorientować się, że kompletnie nie wiemy dokąd iść… Rzut oka na mapę niewiele nam pomógł ale mieszkańcy szybko naprowadzili nas na właściwą ścieżkę. Aż do samego szczytu Mogielicy mieliśmy podążać niebieskim szlakiem. Początkowo prowadzi ona wśród zabudowań i wielu ciekawskich psów by na szczęście po chwili wkroczyć w las. Urokiem Beskidów są bez wątpienia dróżki poprowadzone wśród gęstych lasów, a także cisza jaka w nich panuje. W zasadzie przez większą część trasy mogliśmy się przysłuchiwać okolicznym ptakom. Polecam każdemu zmęczonemu hałasem miasta.

Niebieski kolor szlaku towarzyszył nam praktycznie przez cały dzień.

Niebieskim do góry i niebieskim na dół

 

Beskid Wyspowy może się pochwalić tym, że tutejsze wzniesienia należą do wyjątkowo wybitnych. Przykładem może być szlak, który wybraliśmy. Całe 650 metrów podejścia. Mimo tej różnicy wysokości nie odczuwaliśmy tego aż tak bardzo. Przyjemna temperatura pozwalała na bezproblemowe przemierzanie wyznaczonej ścieżki. No może odejmując od tego wszechobecne, latające wokół człowieka owady. Dopiero ostatni etap szlaku może sprawiać trochę kłopotów. Ścieżka wiedzie bowiem naprawdę ostro do góry i całkiem niespodziewanie kończy się szczytem zwieńczonym wieżą widokową. Szlak nie obfituje w zbyt wiele miejsc do podziwiania panoram ale po drodze z kilku polanek co nieco widać. Prawdziwą jednak gratką dla turysty jest drewniana wieża na szczycie, z której można podziwiać panoramę we wszystkich kierunkach.

Wieża jaka jest każdy widzi. Dzięki niej ze szczytu Mogielicy roztacza się świetna panorama.

Wieża jaka jest każdy widzi.

 

Na szczycie spotkaliśmy jednego turystę, który obfotografowywał otoczenie ponad lasem. Z wrodzoną grzecznością pozwoliliśmy mu pobyć samemu, a w oczekiwaniu na swoją kolej zrobiliśmy sobie przerwę śniadaniową. W chwili kiedy wieża opustoszała mój zapał jakby zaczął przygasać. Z każdym pokonanym stopniem gasł coraz bardziej, żeby mniej więcej w połowie drogi zatrzymać mnie kompletnie. Wyostrzył mi się wzrok i wpatrywałem się w niby solidne deski, śrubki i gwoździe. Nic nie skrzypiało, nic się nie kołysało, a ja nie byłem pewny kunsztu budowniczych. Idiotyczny strach – wiem. Tak też to sobie wytłumaczyłem, a że kolega ruszył do góry nie mogłem okazać się gorszy. Przykleiłem się do barierek i wkrótce zawitałem na tarasie widokowym.

Pogoda nie dopisała. Pomimo ciekawych widoków liczyłem trochę na więcej.

Moje obawy mijają i mogę w pełni się cieszyć widokami.

 

Pokonując szlak zdążyłem się pogodzić z myślą, że duże zachmurzenie nie pozwoli nam do końca podziwiać otaczającej panoramy. Z wieży na Mogielicy widać w dobrą pogodę Tatry, a nam udało się ledwie wypatrzeć ich kontur. Dzisiaj sam już nie wiem czy nie pomogła mi w tym wyobraźnia i siła woli. Pomimo tego widoki robiły wrażenie. Poszczególne „wysepki” wyrastały w okolicy, a pomiędzy nimi tętniło życie małych miasteczek i wsi. Aparat niestety nie radził sobie w takich warunkach najlepiej i tonące w oddali wzniesienia nie zarejestrowały się za dobrze.

Wyspowy nie tylko z nazwy. Pierwszy od lewej Ćwilin.

Wyspowy nie tylko z nazwy.

 

Kiedy dokładnie już „zbadaliśmy” okolicę wzrok skierowaliśmy ku następnemu celowi naszej wycieczki – hali Stumorgi. Ze szczytu idzie się na nią dosłownie kilka minut i już po chwili usiedliśmy przy jednej z ławeczek. Sama hala jest naprawdę spora i nawet przy pochmurnej pogodzie zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Urządziliśmy sobie krótki spacer ścieżką przebiegającą przez jej środek po czym ponownie ruszyliśmy w stronę szczytu Mogielicy. Leniwie ruszyliśmy następnie na dół bo w planach mieliśmy kolejny szczyt – Ćwilin.

Cicho i klimatycznie. Hala Stumorgowa

Cicho i klimatycznie. Hala Stumorgowa

 

Schodząc w stronę Jurkowa dopiero po czasie zorientowaliśmy się, że….rzucamy cień. Niby nic ale to oznaczało, że zza chmur przebija się Słońce! Wszystko zaczynało nabierać nowych barw, a w nas wstąpiła nowa energia. Okazało się jednak, że zgodnie z powiedzeniem nadzieja jest matką głupich. Raz, bo pomyliliśmy szlak na zejściu, a dwa bo nie mogliśmy trafić na początek kolejnego. Po chwili Słońce na nowo schowało się za chmury, a my błądząc narażaliśmy się na czujny wzrok okolicznych Azorów i Burków. Kiedy już pokonaliśmy spory kawałek asfaltowej drogi i kiedy obszczekały nas już wszystkie psy w okolicy, udało nam się trafić na niebieskie oznaczenie szlaku na Ćwilin.

Słońce pokazało się tylko na chwilę.

Słońce było tego dnia wyjątkowo nieśmiałe. Po kilku minutach schowało się na nowo za chmury.

 

Chmury robiły się coraz ciemniejsze ale my żwawym krokiem ruszyliśmy do góry. W miejscu, w którym ścieżka łączy się z lasem mogę zakończyć dalszy opis wędrówki. Szlak bowiem pnie się stromo lasem i tak aż do szczytu, który zwieńczony jest Polaną Michurową. Krótki odpoczynek, kolejne już śniadanie (obiad?) i pora zmierzać w dół. Zazwyczaj o wiele bardziej lubię iść do góry ale w tym wypadku droga powrotna minęła mi przyjemniej. Gęste chmury szczelnie przykryły niebo, a w lesie panował klimatyczny półmrok. Po chwili poczuliśmy na sobie pojedyncze krople deszczu, które po chwili przerodziły się w mżawkę. Nim rozpadało się na dobre zdążyliśmy się skryć w samochodzie

Lato w pełni. Niestety chwilę później zacznie dość mocno padać.

Pędzimy na dół by zdążyć przed deszczem.

 

W czym tkwią tajemnice Beskidu Wyspowego? To stosunkowo mało popularny kierunek wycieczek. Nam udało się spotkać na szlakach raptem kilka osób. Jeśli zapytamy swoich znajomych gdzie leży ten cały „Wyspowy” to prawdopodobnie w odpowiedzi usłyszymy ciszę. A szkoda. Górujące nad otoczeniem wzniesienia, niewielki ruch i całkiem dobra baza turystyczna powinna zachęcać do wypoczynku w tym rejonie. Osobom, które szukają widoków i panoram Beskid Wyspowy może nie przypaść specjalnie do gustu. Dla szukających ciszy i spokoju będzie idealnym miejscem na krótki wypad.

P.S. Kiedy dobrnęliście już do końca wpisu zdradzę wam odpowiedzi na pytania postawione na początku. Otóż Beskid Wyspowy leży na północ od Gorców, mniej więcej w okolicach takich miejscowości jak Jurków, Mszana Dolna i Tymbark. Najwyższy szczyt tego pasma to Mogielica – 1170 m. Ciekawe czy po doliczeniu wieży przekracza 1200 m… Ktoś wie? 🙂

Pełna galeria zdjęć w do znalezienia w zakładce "Galeria" - o tutaj!

Zobacz więcej podobnych relacji:

5 komentarzy
  • Red-Angel
    Opublikowano o 22:58h, 29 czerwca Odpowiedz

    „Urokiem Beskidów są bez wątpienia dróżki poprowadzone wśród gęstych lasów, a także cisza jaka w nich panuje.” – Chyba, że spotkamy na szlaku quadowców i crosowców, których sporo jeździ po tych terenach.

    „Najwyższy szczyt tego pasma to Mogielica – 1170 m. Ciekawe czy po doliczeniu wieży przekracza 1200 m… Ktoś wie? :)” – Raczej nie, bo wieża ma ponoć 20 metrów. Więc nadal trochę brakuje.

    Fajna wycieczka 🙂

    • Mateusz
      Opublikowano o 05:12h, 30 czerwca Odpowiedz

      Racja, crossowców spotkaliśmy ale już zjeżdżali z Ćwilina więc nie odczuliśmy nawet ich towarzystwa. Wszelkie Beskidy to fajne miejsca na krótką wycieczkę zwłaszcza, że tam nas jeszcze nie było i to ciągle „nowości” 🙂 Gdyby tak mieszkać bliżej i mieć więcej czasu… Zajrzałem na twoją stronę – imponująca 🙂

      • Red-Angel
        Opublikowano o 09:27h, 30 czerwca Odpowiedz

        No to Wam się udało. Bo gdy się spotka taką grupę gdzieś na szlaku, a tym bardziej gdy się odpoczywa, a oni kręcą się po okolicy, to już tak przyjemnie nie jest.
        Ja również w Beskidy mam dość daleko i przez to rzadko w nie jeżdżę. Inna sprawa, że jakoś Tatry mnie bardziej przyciągają, jak już mam jechać w tamtą stronę.

        Miło mi, że moja strona Ci się podoba. Zapraszam do odwiedzania 🙂

        • Mateusz
          Opublikowano o 10:01h, 30 czerwca Odpowiedz

          Poznawanie Tatr dopiero przede mną ale zbliża się wyczekiwany urlop więc myślę, że będzie okazja. Trzeba nadrobić te braki:) Twoje zdjęcia tylko dodatkowo zachęcają. Oczywiście my jesteśmy ciągle „zieloni” ale Tatry Zachodnie powinny być w sam raz:)

          • Red-Angel
            Opublikowano o 10:59h, 30 czerwca

            Zachodnie też są piękne. To życzę udanego urlopu 🙂

Skomentuj