„Prawdziwy” górołaz prawdę Ci powie

Prawdziwy górołaz prawdę ci powie

„Prawdziwy” górołaz prawdę Ci powie

Początki w górach bywają trudne. Na szczęście wszystkie wątpliwości rozwieje „prawdziwy” górołaz.

Zawsze lepiej przygotowany, wytrzymalszy, mądrzejszy, bardziej doświadczony, nieomylny, przystojny i wysportowany. Kobiety do niego wzdychają, a mężczyźni patrzą z zazdrością. Ideał zesłany przez niebiosa, żeby nam, śmiertelnikom, zrobiło się po prostu smutno. „Prawdziwy” górołaz, to nie jest tam jakiś pierwszy lepszy turysta znad Morskiego Oka. To „ktoś’! Kiedy was opuszczają już siły, on zaczyna druga pętle, rzucając szarmanckie uśmiechy napotkanym turystkom. Kiedy zastanawiacie się nad dalszym przebiegiem szlaku, on po prostu idzie na przełaj,  czerpiąc wiedzę jedynie z ułożenia mchu na kamieniach i karczując las maczetą. Jeść też by nie musiał, gdyż karmi go ambicja, ale robi to, bo po prostu lubi. Wszak gotuje też na pewno lepiej niż my wszyscy. Niedźwiedzia pogłaszcze, przez Dunajec przeskoczy, spragnionych napoi, a błądzących upomni. Prawdopodobnie to on sam wniósł krzyż na Giewont. Nigdy więc nie będziesz tak „prawdziwym” górołazem jak on. Nie, bo nie. Kiedy akurat nie jest w górach, dzieli się bardzo chętnie swoją nieograniczoną wiedzą na wszelakich forach i profilach społecznościowych. I wtedy następuje zgrzyt.

Bo „prawdziwego” górołaza najłatwiej spotkać nie w górach, a w sieci. Zapewne spotkałeś już czytelniku takiego na swojej drodze i starał się nawrócić cię na jedyną słuszną drogę, która zupełnie przypadkiem, okazuje się być jego drogą. Czy nazwiesz go internetowym ekspertem, czy może kanapowym znawcą, reguła jest taka sama – jest nieomylny i zawsze wie lepiej. Nie tylko wie, ale dzielnie broni swojego zdania, jakiekolwiek by ono nie było. Najlepiej, żeby było całkowicie przeciwne do twojego. I nie, nie zrozumie, że ktoś mógłby mieć inne upodobania, bo jeśli ma inne, to prawdopodobnie są one złe. Gdyby skończyły mu się argumenty w dyskusji, odpowiadałby: „Chyba Ty!”, zamykając usta krytykom. Oczywiście dzięki niesamowitej inteligencji, argumentów nigdy nie zabraknie. W końcu to on jest internetowym „ekspertem”. „Wie” wszystko o górach, żywieniu, Himalajach, poprawnej polszczyźnie, asekuracji, sprzęcie, przepisach, pogodzie, układzie gwiazd, polityce, a pewnie nawet to, dokąd nocą tupta jeż.

To jest straszne jak ludzie idą w góry

To jest straszne jak ludzie idą w góry

 

Geografię ma w małym palcu i bezinteresownie pomoże ci zdecydować, które pasmo powinno ci się najbardziej podobać. Lubisz Bieszczady? No cóż, widocznie masz kiepski gust, bo Tatry są przecież ładniejsze. Wolisz Tatry? Pewnie tylko dlatego, że w Alpach nie byłeś. Jednak byłeś w Alpach? Dla niego Bieszczady pozostaną najpiękniejsze, bo takiego klimatu nie znajdziesz nigdzie indziej. I nawet nie próbuj się kłócić, bo to trochę jak kłótnia o wyższości pomidorowej nad ogórkową. Wszyscy w końcu machną ręką, ale nie „ekspert”. To jego zdanie ma być tym ostatnim.

Ekspert jest ambitny. Z radością ci wytłumaczy, co powinno sprawić ci satysfakcję. Cieszysz się z wejścia na Kościelec? A może podobało ci się na Tarnicy? Przykro mi to pisać, ale w taki sposób nie zaimponujesz „prawdziwemu” górołazowi. Żeby było jasne, zimowe wejście na K2 też mu nie imponuje, bo to już przecież głupota i fanaberia. On nie da sobie wcisnąć ściemy. Może jeszcze masz zamiar uśmiechać się na szlaku i radośnie rozmawiać, zamiast w milczącej zadumie kontemplować cud stworzenia?

Kopiec Kościuszki w stylu alpejskim

Kopiec Kościuszki w stylu alpejskim? Tylko dla wybranych

 

Wybaczcie drogie panie, ale na zakupach też bryluje i lepiej wie, co powinnyście założyć. Kiedy masz tanie buty, pouczy cię, że się nie nadają do wędrówek. Szlaki są przecież pełne szkieletów tych nieszczęśników, którzy wybrali się w góry w zbyt tanich butach, no nie? Kiedy masz jednak drogi model z górnej półki, lub co gorsze, droższy niż ten „prawdziwego” górołaza, to usłyszysz, że to zbędny wydatek i przerost formy nad treścią. Co, chcesz się popisać? Przecież liczy się rozsądek i umiejętności, a nie sprzęt. O miejsce w plecaku też zadba. Masz w nim dwie butelki wody na szlak? Po co tyle nosić. Zabrałeś jedną? Jesteś nieodpowiedzialny i powinieneś zostać w domu.

Najcenniejsze w takim ekspercie jest jednak to, że zupełnie za darmo zadba o twoje zdrowie i życie. Za darmo! Przecież to cena, na którą cię stać. Najgorsze więc co mógłbyś czytelniku zrobić, to przyznać się publicznie, że chodzisz zimą po górach. W góry zimą bez testamentu? A po co się tam pchasz? „Prawdziwy” górołaz wie przecież, że po prostu chcesz się zabić. Nie wiem, nie możesz tego zrobić bez angażowania TOPRu? On nigdy nie był zimą na szlaku, ale tylko dlatego, że jest odpowiedzialny, bo oczywiście by mógł. Odpowiedzialnie więc, zamknąłby szlaki na zimę dla wszystkich. Nie złość się, to dla twojego dobra. Pewnie jesteś ciągle zbyt młody by docenić tę troskę, którą nad tobą roztacza. No chyba, że te zimowe góry mu się spodobają. Wtedy chętnie by po nich pochodził. Oczywiście zakaz by utrzymał, bo on sobie poradzi, ale ty już nie.

Rzuć wszystko i jedź w Bieszczady

Rzuć wszystko i jedź w Bieszczady. Proste, prawda?

 

Góry bywają mało przyjazne i zdarzają się kontuzje. Złamałeś nogę? Nie mam dobrych wiadomości. Musisz zagryźć zęby i zejść na dół, a wszystko po to, żeby uniknąć ojcowskiego spojrzenia internetowego eksperta. Ten pewnie by stwierdził, że w sumie to dobrze ci tak. Gdybyś był „prawdziwym” górołazem, to nigdy byś do tego nie dopuścił. Na pewno sam sobie jesteś winien. Wybrałeś pewnie zbyt tanie buty i co gorsze, poniżej kostki. No albo zbyt drogie i zgubiła cię pewność siebie. Albo drogie i poniżej kostki! To już w ogóle kumulacja i lepiej z góry nakryj się kamieniami czekając na koniec. Pewnie zamiast uważać i z namaszczeniem liczyć kolejne kamienie na szlaku, miałeś czelność popatrzeć gdzieś na szczyty w oddali lub co gorsza, odezwać się do towarzysza wędrówki. Na pewno jesteś złym człowiekiem. Bijesz szczeniaczki i wrzucasz rodzynki do sernika – dla takich ludzi nie ma współczucia. Że wypadki się zdarzają? Nie „prawdziwym” górołazom! A Ty powinieneś albo sturlać się sam na dół, albo zapłacić za akcję.

Śmigasz po najtrudniejszych szlakach i masz 14 lat? Gratulacje! On w twoim wieku miał 12. Wszedłeś na Rysy w cztery godziny? On wszedłby w trzy. Wszedłeś w 2 godziny i boso? On wszedłby nago w godzinę! Tyłem i na rękach, śpiewając „Jesteś szalona”. Z góry porzuć więc nadzieję, że zostaniesz kiedyś „prawdziwym” górołazem. Choćbyś te góry przeszedł wzdłuż i wszerz, o każdej porze roku, każdą możliwą drogą, to i tak znajdzie sposób, żeby podkreślić, że jest „prawdziwszy”.

Czasami nazwa ma kolosalne znaczenie

Czasami nazwa ma kolosalne znaczenie. Zwłaszcza dla prawdziwego górołaza

 

Od dzisiaj nie musisz już planować swoich wycieczek. On zrobi wszystko za ciebie! Powie ci na co jesteś gotowy, a na co absolutnie nie. Wybrałeś się bez jego zgody na rekreacyjną wędrówkę i pokonujesz szlak w spacerowym tempie? Zapewne w opinii „prawdziwego” górołaza jesteś słabeuszem blokującym szlak. Czy tacy w ogóle powinni mieć prawo wstępu w góry? Potem wszyscy zdziwieni, że zakopianka zakorkowana. Może wręcz przeciwnie, rzuciłeś sobie wyzwanie i chciałeś się sprawdzić? Przeszedłeś konkretną trasę w dobrym tempie? Wdrapałeś się na jakiś niedostępny szczyt? Na pewno jesteś szaleńcem i ryzykantem, który nie szanuje życia własnego i ratowników. Przecież nie trzeba wertować internetu żeby wiedzieć, że zamiast tej gonitwy, mogłeś w tym czasie napawać się zapachem kosodrzewiny, spijać rosę ze źdźbła trawy, słuchać szumu smreków czy wystawiać policzki do słońca. Wszystko zawsze robisz źle i na odwrót!

Jeszcze tylko jeden krok

Jeszcze tylko jeden krok

 

To ekspert w każdej dziedzinie, a w internecie czuje się nawet lepiej niż w górach. Gdy jednak zapytasz go o radę, każe ci użyć wyszukiwarki. Zna się też na fotografii i tylko czeka, żeby zrobić zdjęcie komuś w adidasach, lub co gorsze, w jeansach. I co z tego, że to szlak prowadzący przez Dolinę Chochołowską? To niedopuszczalne i już. Niedopuszczalne jest też bycie za młodym i niedoświadczonym. Albo za starym. Ci powinni już tylko czytać książki w fotelu bujanym i oczekiwać radośnie na Kostuchę. Posiadanie rodziny też w opinii „eksperta” jest karygodne, bo przecież kiedyś na pewno się zabijesz i co z nimi? Bycie zbyt chudym też wyklucza górską aktywność, bo wiatr może cię z łatwością porwać z grani. Nie pomyślałeś o tym? A on pomyślał! Pomyślał też o tym, że niscy będą mieć kłopot z dosięganiem łańcuchów, łysych będzie paliło w głowę słońce, a grubsi staną się pokarmem dla niedźwiedzia. Jeżeli nie masz postury „prawdziwego” górołaza, to zostań w domu!

Czasami po prostu trzeba odpuścić

Czasami po prostu trzeba odpuścić

 

„Prawdziwy” górołaz wertuje setki stron i tylko czeka na okazję do intelektualnego triumfu. Dla niego zawsze będziesz za stary, za młody za chudy, za gruby, za biedny, za bogaty, zbyt doświadczony, albo za bardzo „zielony”. Czasami nawet usłyszysz to wszystko jednocześnie! Życie internetowego „eksperta” nie jest bowiem łatwe. Czasami trzeba przecież zarwać noc, żeby nadążyć z pisaniem komentarzy. Tylko czy warto zamieniać się w takiego kanapowego „znawcę”? Oczywiście trzeba promować prawidłowe zachowania w górach i piętnować nieodpowiedzialność. Góry bywają przecież niebezpieczne i nie warto szarżować. Może jednak czasami trzeba odpuścić i pozwolić ludziom, no nie wiem, lubić to co lubią? Bo jeżeli dbasz o bezpieczeństwo, zachowujesz rozsądek, przygotowujesz się do wędrówek biorąc pod uwagę swoje możliwości, ale też warunki na szlakach, to czy warto się przejmować szczegółami?

P.S. Pomidorowa rządzi!

Jeżeli chcecie być zawsze na bieżąco i otrzymywać maile o kolejnych wpisach, zostawcie swój adres e-mail. Znajdziecie nas również na Facebooku. Pozdrawiamy!

Tagi:
13 komentarzy
  • Beniap
    Opublikowano o 21:42h, 03 kwietnia Odpowiedz

    14 lat temu chodziłam w góry w jeansach i jakoś na Rysy czy Orlą to nie było nieodpowiedzialne tak iść. Dziś to by mnie pewnie na FB zjechali z góry do dołu bo przecież to grozi od razu akcją TOPRU 😀
    p.s. ogórkowa jest niedobra

    • Mateusz
      Opublikowano o 08:35h, 04 kwietnia Odpowiedz

      Sam bym ci zrobił zdjęcie, żeby zdobyć poklask na FB, że „przyłapałem” kogoś w jeansach 😀

  • marek
    Opublikowano o 23:25h, 01 kwietnia Odpowiedz

    A ja w tym roku, zimą, poszedłem na Tarnicę, w butach za 800 zł, z jedną butelką wody, po alpejsku.;)

    P.S. tylko kapuśniak

    • Mateusz
      Opublikowano o 07:32h, 02 kwietnia Odpowiedz

      No i też dobrze! 😀 Bieszczady zimą akurat mają naprawdę masę uroku 🙂

  • Klaudia G.
    Opublikowano o 08:57h, 01 kwietnia Odpowiedz

    O zgrozo, jaki ten wpis jest prawdziwy! Przez długi czas powstrzymywałam się przed rozpoczęciem przygody z górami, właśnie dzięki takim ekspertom, którzy przed pierwszym wyjściem w Tatry zalecali wykupienie całego asortymentu sklepu górskiego… Aż w końcu powiedziałam „pal licho”, założyłam buty trekkingowe za całe 150 zł (ano można!) i to była jedna z lepszych decyzji w życiu 😉
    Pozdrowienia!

    PS: ogórkówa only 🙂

    • Mateusz
      Opublikowano o 09:21h, 01 kwietnia Odpowiedz

      No pewnie! Zresztą na początku przecież nie wiemy, czy te góry nas wciągną, czy jednak będziemy tam gościć „od święta”. Sam chodziłem do tej pory w takich za 150 zł, żeby zobaczyć czy to coś, co chcę robić. Wytrzymały dwa lata i te 800 km. No, a później w miarę możliwości i chęci, możemy ulepszać ekwipunek, co zamierzam zrobić 😀

  • Moonlight
    Opublikowano o 08:47h, 01 kwietnia Odpowiedz

    Dobry tekst 🙂 Enyłej, Często mi się zdarza chodzić po Beskidach w Sandałach w stylu Alpejskim 😀

    • Mateusz
      Opublikowano o 09:16h, 01 kwietnia Odpowiedz

      Mam nadzieję, że na sportowo – bez dodatkowego tlenu 😛

      • Moonlight
        Opublikowano o 07:22h, 02 kwietnia Odpowiedz

        Zamiast tlenu żuję liście koki 😀 Ps. Tak na serio polecam Czarny szlak Zwardoń-Wielka Racza. Pozdrawiam! 🙂

        • Mateusz
          Opublikowano o 07:36h, 02 kwietnia Odpowiedz

          Dzięki, tam nas jeszcze nie było 🙂 Pozdrawiam!

  • Ajkub
    Opublikowano o 21:29h, 29 marca Odpowiedz

    Ciekawy tekst, ale tak jest w każdym środowisku. Kiedyś dużo biegałem (półmaratony, maratony) i też wielu takich prawie pro biegaczy było. Zawsze o wszystkim wiedzieli lepiej, biegali ciekawsze zawody niż ty, itd, itd. Z uśmiechem wspominam tamten okres, bo wyniki weryfikowały ich mądrości.

    W górach wyników nie ma, idzie się na górę i tyle. I całe szczęście. Góry zresztą mają to do siebie, że są bardzo osobistym doświadczeniem. Przynajmniej u mnie to tak jest. Nie muszę ich nikomu wpychać na siłę, nie muszę o nich rozmawiać, liczy się tylko to, bym był na szlaku i szedł, mógł przeżywać kolejne metry, widoki, itd.

    • Mateusz
      Opublikowano o 06:33h, 30 marca Odpowiedz

      Tak, to prawda. Tekst trochę z przymrużeniem oka, ale chyba celnie porusza problematykę takiego czepialstwa o byle głupotę 🙂 Są osoby, którym bardzo szybko przychodzi ocena innych. No i tak, ty nie musisz nikomu wpychać gór na siłę, ale są tacy, którzy muszą 😀

  • Mateusz
    Opublikowano o 19:10h, 26 marca Odpowiedz

    Ja zaczynam:
    „Serio wolisz pomidorową? Szkoda słów.”

Skomentuj