Pożegnanie z zimą w Pieninach

Pożegnanie z zimą w Pieninach

Pierwszy dzień wiosny postanowiliśmy przywitać w Pieninach. Pomimo pięknej pogody i świecącego Słońca zima postanowiła nie składać broni.

Rozmawiając o Pieninach gdzieś z tyłu głowy pojawia się jedno skojarzenie – Trzy Korony. Sam byłem zdziwiony kiedy kolega zaproponował wyjazd na Wysoką zimą, jak się okazuje najwyższy szczyt tego pasma górskiego. Chociaż od wielu dni utrzymywała się już wiosenna pogoda podejrzewaliśmy, że w górach może leżeć jeszcze trochę śniegu. O godzinie trzeciej byliśmy już drodze do małej miejscowości o nazwie Jaworki. Stamtąd zamierzaliśmy ruszyć przez Wąwóz Homole na szczyt Wysokiej. Na miejsce zawitaliśmy tuż po wschodzie słońca i około 5:30 ruszyliśmy między okalające wąwóz wysokie skały.

Minie jeszcze trochę czasu nim promienie Słońca zaczną oświetlać dno wąwozu.

Minie jeszcze trochę czasu nim promienie Słońca zaczną oświetlać dno wąwozu.

 

Zdecydowanie bardziej wolę otwarte przestrzenie ale przejście Wąwozu Homole było naprawdę przyjemne. Zwłaszcza o tej porze dnia i pustkach na szlaku. Im wyżej szliśmy tym więcej śniegu znajdowało się pod naszymi stopami. Podchodziliśmy na Wysoką od północnej strony więc na tych zboczach zalegała jeszcze całkiem pokaźna warstwa puchu. Pierwsze drobne trudności napotkaliśmy jeszcze w pierwszym etapie wycieczki.

Ponad wąwozem zaczynają się coraz ładniejsze widoki.

Ponad wąwozem zaczynają się coraz ładniejsze widoki.

 

Ścieżka po której maszerowaliśmy była w niektórych miejscach mocno wydeptana co sprawiało, że nie trudną było się ześlizgnąć niżej. Jednak prawdziwe wyzwanie czekało na nas tuż pod szczytem Wysokiej. Jesteśmy ciągle zieloni w kwestii zimowych wędrówek po górach. Lód pokrywający ścieżkę poruszył w nas więc wszystkie pokłady kreatywności. Ostatecznie idąc od drzewa do drzewa, łapiąc się wystających gałęzi czy barierek udało nam się zdobyć najwyższy szczyt Pienin.

Ostatnie kroki i wejście na Wysoką staje się faktem.

Ostatnie kroki i wejście na Wysoką staje się faktem.

 

Tatry! Tylko na tym skupiałem się podziwiając panoramę ze szczytu. Ciężko było oderwać wzrok od tych kolosów wyrastających z oddali. Wysoka zimą zagwarantowała nam świetne widoki. Po chwili zacząłem jednak zauważać resztę otaczającego krajobrazu. Za plecami mieliśmy pasmo Radziejowej, którą bez trudu zlokalizowaliśmy. Również pozostałe wzniesienia Pienin były dobrze widoczne na czele z Trzema Koronami.

Poranne widoki ze szczytu

Poranne widoki ze szczytu

 

Dzień dopiero się rozpoczynał więc postanowiliśmy udać się szlakiem granicznym w stronę Wysokiego Wierchu. Zejście z Wysokiej znowu wymagało trochę uwagi no i mogę się tylko przyznać do tego, że zaliczyłem kilkumetrowy zjazd na tyłku… Obyło się bez siniaków.Idąc dalej szlakiem znaleźliśmy przytulne i ciche miejsce na śniadanie. Czuć było już wiosnę pomimo zalegającego jeszcze śniegu. Sceneria zaczęła się diametralnie zmieniać. Północne stoki pokrywała jeszcze gruba warstwa śniegu podczas gdy po przeciwległej stronie nie było po niej już ani śladu.

Tatry widoczne z wzniesienia nad Wielkim Lipnikiem po stronie słowackiej

Tatry widoczne z wzniesienia nad Wielkim Lipnikiem po stronie słowackiej

 

Ruszyliśmy na dół w stronę Wielkiego Lipnika, malowniczo położonej miejscowości po stronie słowackiej. Nie mogłem odmówić sobie przyjemności odpoczynku w tak urokliwym zakątku. Chyba jeszcze nigdy nie jadłem śniadania w tak ładnym miejscu. Ciężko było się poderwać z powrotem do marszu ale mieliśmy w planach jeszcze podejście w stronę Pienińskiego Parku Narodowego na Słowacji. Dochodziło południe, a my od samego rana nie spotkaliśmy innej żywej duszy na szlaku. Całe góry dla nas! Przedłużający się marsz wpłynął jednak wkrótce na naszą decyzję o powrocie. Musieliśmy na nowo wdrapywać się w stronę Wysokiego Wierchu gdzie zobaczyliśmy pierwszych tego dnia turystów. Topniejący śnieg przeszkadzał w stawianiu kroków ale musieliśmy pokonać tę trasę jeszcze raz – tym razem w drodze powrotnej.

Zima w Pieninach tutaj jeszcze nie odpuszcza

Zima w Pieninach tutaj jeszcze nie odpuszcza

 

Zmierzając na dół w stronę Wąwozu Homole spotykaliśmy coraz więcej turystów. Wśród nich i tacy, którzy w sprawach wędrówek po górach byli jeszcze bardziej zieloni niż my. Okazało się, że adidasy to nie najlepszy wybór na trasy tego typu… Ten dzień w Pieninach na pewno zaliczam do moich ulubionych. Różnorodny krajobraz, świetne widoki, a przede wszystkim wiosna i zima w jednym miejscu. Do południa nie spotkaliśmy nikogo na szlaku więc wszystko to, mogliśmy mieć tylko dla siebie.

Pełna galeria zdjęć do znalezienia w zakładce "Galeria" - o tutaj!

Zobacz więcej podobnych relacji:

Tagi:
, ,
Brak komentarzy

Skomentuj