Połonina Caryńska na dobranoc

Zachód z Caryńskiej

Połonina Caryńska na dobranoc

Połonina Caryńska jest pięknym i łatwo osiągalnym punktem widokowym. Czemu więc nie wybrać się tam na zachód słońca?

Połonina Caryńska jest nam już dobrze znana. W przypływie majowego entuzjazmu (lub jak kto woli głupoty), udaliśmy się tam kiedyś na wschód słońca. Wycieczka zapadła nam na długo w pamięć, a to głównie za sprawą doskonałych widoków i genialnego klimatu o poranku. Uczciwie trzeba jednak dodać, że i sam powrót wspominam do teraz, chociaż nieco przez mgłę. Wszystko przez zmęczenie i niemal kompletny brak snu, W Bieszczady wyjechaliśmy bowiem o 1 w nocy. Szaleństwo, nie? Tym razem niczym dzieci, które uczą się na własnych błędach, miało być inaczej i wcale nie mniej ładnie.

Zachowałem się może mało grzecznie, ale skutecznie. Zarezerwowałem nocleg i… postawiłem Darka przed faktem dokonanym. Nikt tego nie lubi i wcale mu się nie dziwię, że marudził. Wiedziałem jednak, że co jak co, ale wyjazdu w Bieszczady nie odmówi. I nie odmówił. Plan był prosty: w piątek po południu wyjeżdżamy, wychodzimy na Połoninę Caryńską skąd oglądamy zachód słońca, a następnie schodzimy i nocujemy w Bacówce pod Małą Rawką. Drugi dzień mieliśmy zacząć wschodem słońca, zrobić jakąś ładną „pętelkę”, a następnie jeszcze przed południem ruszyć w stronę domu.

Szlak na Połoninę Caryńską

Wydawnictwo Compass, „Bieszczady”. Szlak na Połoninę Caryńską

 

Dlaczego tak? Były co najmniej dwa powody. Pierwszy to potworny upał, w którym człowiek traci chęć do życia i egzystuje już wyłącznie z czystego przyzwyczajenia. Nie chcieliśmy hasać po połoninach w samo południe, bo nie należałoby to do największych przyjemności w naszych krótkich jeszcze żywotach. Popołudniowa i poranna pora, wydawała się więc dobrym pomysłem. Dodatkowo prognozy przewidywały możliwe burze i oczywiście chcieliśmy ich uniknąć. A drugi powód? Trochę bardziej prozaiczny. Euro 2016 i bój Polaków ze Szwajcarami o awans do ćwierćfinału tego turnieju. Do tej pory znaliśmy takie wydarzenia tylko z legend. Nie mogliśmy tego przegapić, a z perspektywy czasu mogę wam zdradzić, że dawno się tak nie denerwowałem. Niech więc i moja radość przetrwa w tej relacji i zasobach internetu.

Takim widokiem rozpoczynamy wędrówkę

Takim widokiem rozpoczynamy wędrówkę

 

Na parkingu na Przełęczy Wyżniańskiej zameldowaliśmy się po godzinie 17. Zapłaciliśmy, załatwiliśmy następnie sprawy związane z noclegiem i ruszyliśmy znaną już sobie trasą – zielonym szlakiem na Połoninę Caryńską. Wciąż było naprawdę niesamowicie ciepło, ale liczyliśmy, że na szczycie spotka nas nagroda w postaci chłodnego wiatru. Droga na górę nie jest specjalnie wymagająca. Według map, można się tam dostać w ciągu godziny, a do pokonania jest około 375 metrów przewyższeń. Niewiele tego wędrowania, co sprawia, że miejsce to jest popularnym celem wycieczek. Jeśli nie jesteś czytelniku pewien swojej kondycji, postaw swoje pierwsze kroki właśnie tam. My też nie nastawialiśmy się na jakieś wielkie chodzenie – chcieliśmy zobaczyć coś ładnego i porobić jakieś ciekawe zdjęcia.

Widać nasz cel

Widać nasz cel. Połonina Caryńska w tle

 

Początkowo szlak prowadzi dosyć łagodnie, poprzez tereny pełne traw i krzewów. Wokół słychać ptaki czy uwijające się pszczoły. Super sprawa. Szybko jednak ukształtowanie się zmienia i w wędrówkę trzeba włożyć więcej wysiłku. Brakowało nam już trochę ruchu. Ciągle coś nam wypadało, albo plany psuła nam pogoda. Szybko więc poczuliśmy bieszczadzki klimat, a zieleń wokół nas i błękit nieba nad nami, tylko uprzyjemniał nam wędrówkę.

Ruszamy zielony szlakiem na Połoninę Caryńską

Ruszamy zielony szlakiem na Połoninę Caryńską

 

Liczyliśmy, że po wejściu do lasu nieco się ochłodzi, ale gdzie tam. Pogoda jak w piekarniku. Gorąco, duszno i bezwietrznie. Aż przechodzą mnie ciarki, kiedy sobie pomyślę, że ktoś to lubi. Momentalnie przypomniała mi się wycieczka w Gorce. Nie jesteśmy jednak z cukru, więc śmiało idziemy do góry, a nasz marsz przerywa jedynie sporadyczne marudzenie. Moje konkretnie. Wokół przecież tak pięknie!

W lesie miało być chłodniej, ale nie jest

W lesie miało być chłodniej, ale nie jest

 

Trasa na górę jest dosyć ciekawa. Na przemian spotkać tu można otwarte tereny i fragmenty lasu. Takim „przekładańcem” dojdziemy aż na połoninę. Chyba, że coś stanie nam na przeszkodzie. Gdy tak sobie beztrosko maszerowaliśmy, do naszych uszu dobiegł grzmot. Burza? Rozglądnęliśmy się dokładnie i jedyną podejrzaną chmurę zaobserwowaliśmy w okolicach Tarnicy. Wzmogło to naszą czujność, ale postanowiliśmy podejść jeszcze wyżej. Z Połoniny Caryńskiej można zejść w ciągu 30 minut, a my postanowiliśmy dostać się ponad las i nieco lepiej przyjrzeć sytuacji.

Jesteśmy już ponad lasem. Do szczytu coraz blizej

Jesteśmy już ponad lasem. Do szczytu coraz bliżej

 

Kolejne minuty mijały spokojnie. Żadnych oznak załamania pogody, chociaż ciągle byliśmy czujni i gotowi do odwrotu. Droga minęła nam szybko i wkrótce mogliśmy usiąść na grzbiecie połoniny. Zerknęliśmy na północ i utwierdziliśmy się w przekonaniu, że raczej nie mamy się czego obawiać. No, może poza tymi kilkoma chmurami, które jednak mieliśmy cały czas na oku. Pojedynczy grzmot, okazał się póki co jedynym, budzącym podejrzenia znakiem.

Bacznie obserwujemy chmury. Burza to ostatnie czego byśmy chcieli

Bacznie obserwujemy chmury. Burza to ostatnie czego byśmy chcieli

 

Spacerem ruszyliśmy więc w stronę najwyższej kulminacji tego wzniesienia. Rozpościera się stamtąd widok w zasadzie na wszystkie najważniejsze góry Bieszczadów. Początkowo martwimy się zachmurzeniem, ale widząc jak dzielnie nasze słoneczko przebija się przez tę warstwę, stajemy zachwyceni. Połonina Wetlińska skąpana w promieniach, a wokół zielono i cicho. Po prostu magia!

Połonina Caryńska w ostatnich promieniach słońca

Połonina Caryńska w ostatnich promieniach słońca. Wetlińska w tle.

 

Nie mamy w planach podboju całego grzbietu. Kręcimy się wokół szczytu, podchodzimy raz tu, raz tam, czy po prostu siedzimy i obserwujemy otoczenie. A to zmienia się naprawdę dynamicznie. Chociaż nie czujemy żadnego wiatru, to nad nami chmury pędzą po niebie. Nie możemy się już doczekać zachodu słońca.

Można usiąść i cieszyć się widokami

Można usiąść i cieszyć się widokami

 

Dla zmęczonych podejściem mamy dobrą informację – są ławeczki. Co prawda niewiele, ale można złapać tutaj oddech. Z drugiej strony pełno tu całkiem wygodnych (jeśli to w ogóle możliwe) kamieni, z których można obserwować życie toczące się w dolinach. Na połoninie też jest ciekawie i nie chodzi tylko o znakomite krajobrazy. Wystarczy zamilknąć i zamienić się w cierpliwego obserwatora, a poznamy również świat zwierząt.

Ten był nieuchwytny, ale ostatecznie udało się mu zrobić zdjęcie

Ten był nieuchwytny, ale ostatecznie udało się mu zrobić zdjęcie

 

Klimat niesamowity. Mamy dla siebie wszystko to, co w Bieszczadach najlepsze. Zachmurzenie może minimalnie się zwiększa, ale nie dzieje się nic niepokojącego. Obserwujemy wschodni horyzont, ale tam sytuacja również bez zmian. Jest dobrze.

Momentami grzmi, więc mamy na oku tę chmurę

Mamy na oku tę chmurę

 

Połonina Caryńska zapewnia nam nie tylko efektowne panoramy, ale przede wszystkim ciszę i spokój. W zasięgu wzroku nie ma kompletnie nikogo. To ciekawe uczucie – człowiek na krańcu świata. No, może nie świata, ale Polski już tak jeśli popatrzymy na mapę. Wrażenie całkowitego wyłączenia ze spraw codziennych. Bieszczadzka wolność!

Góry są środkiem, celem jest człowiek

„Góry są środkiem, celem jest człowiek”

 

W głowie pojawia się tylko jedno, dręczące pytanie: czy zachmurzenie nie pokrzyżuje nam planów? Czy słońce przebije się przez te szarą masę i podaruje nam jeszcze kilka zapadających w pamięć momentów? Wszystko wyjaśnia się dosyć szybko. Wkrótce padające promienie, ogrzewają już nasze skierowane w stronę zachodu twarze.

Przez chwilę słońce przebija się przez chmury i robi się naprawdę piękniePrzez chwilę słońce przebija się przez chmury i robi się naprawdę pięknie

 

Początkowe wątpliwości Darka szybko ustępują. Próżno w nim szukać chęci na spontaniczne wyjazdy, ale tym razem chyba mu się podoba. Co ja mówię – każdemu by się spodobało! Nisko zawieszone nad horyzontem słońce, cudownie podświetla przeszkadzające nam do tej pory chmury. Letnie dni są naprawdę długie, więc sporo musieliśmy na ten spektakl czekać. Dzięki temu jednak, będziemy mogli spokojnie wrócić na dół.

W Bieszczady nadciąga zmrokW Bieszczady nadciąga zmrok 

 

Kiedy słońce zaczyna tonąć w masie szarego powietrza, wiemy że czas już schodzić. Nic lepszego nas tego dnia już nie spotka. Wykonujemy jeszcze kilka zdjęć i ruszamy zielonym szlakiem z grzbietu Połoniny Caryńskiej na Przełęcz Wyżniańską. Ten krótki spacer był tylko wstępem do porannej wycieczki, ale już teraz mogliśmy go zaliczyć do tych niezwykle pozytywnych.

Słońce zachodzi nad Połoniną Wetlińską

Słońce zachodzi nad Połoniną Wetlińską

 

Droga na dól mija nam szybko. Według map, to zaledwie 30 minut, a takiego czasu próżno szukać w innych pasmach górskich. To też jedna z zalet Bieszczadów. Szybko można się przekonać jak wygląda świat z połonin. Zaawansowani mogą znaleźć dla siebie wymagające szlaki, lub połączyć kilka z nich. „Zieloni” turyści również powinni być zadowoleni, wybierając jedną z łatwiejszych tras.

A kuku!

A kuku!

 

Rok temu podziwialiśmy na Połoninie Caryńskiej wschód słońca. Tym razem, mieliśmy okazję zobaczyć zachód. Przez ten czas sporo się w nas zmieniło. Więcej wiemy nie tylko o górach, ale i o nas samych. Lepiej planujemy wycieczki, a także znamy swoje możliwości i wiemy czego się spodziewać na szlaku. Nie zmieniło się natomiast jedno. Nasze zafascynowanie i szacunek do przyrody. Wybierając się po raz pierwszy w góry, miejcie to na uwadze: żadnego śmiecenia i żadnych dzikich wrzasków.

Żegnamy się z Połoniną Caryńską i udajemy się na nocleg

Żegnamy się z Połoniną Caryńską i udajemy się na nocleg

 

Kiedy jesteśmy na parkingu, wyciągamy jeszcze kilka potrzebnych drobiazgów z samochodu. Głównie coś do przebrania, no i statyw. Drugiego dnia planujemy ruszyć o świcie, z nadzieją na jakieś ciekawe kadry. Do Bacówki pod Małą Rawką idzie się kilkanaście minut i odcinek ten pokonujemy z pewną ciekawością. Co nas spotka w środku? Niebo powoli traci swój blask, ale jest jeszcze dosyć jasno. Przed wejściem witają nas schroniskowe zwierzaki, jemy prostą kolację i szykujemy się powoli do kolejnego dnia. Jest niesamowicie ciepło i mam problem, żeby zasnąć. Budzik zadzwoni dokładnie o 3:15 – nie, to nie pomyłka. Wkrótce gasną światła i zamykamy oczy. Tak kończymy ten krótki, ale piękny dzień. Nie zapomnijcie zaglądnąć do galerii. Tam znacznie więcej zdjęć z tego dnia. Jeżeli chcecie być zawsze na bieżąco i otrzymywać maile o kolejnych wpisach, zostawcie swój adres e-mail. Znajdziecie nas również na Facebooku. Pozdrawiamy!

Pełna galeria zdjęć w do znalezienia w zakładce

Zobacz więcej podobnych relacji.

2 komentarze
  • Mgiełka
    Opublikowano o 20:37h, 03 września Odpowiedz

    Ależ się miło czyta Wasze wpisy! I jeszcze milej popatruje na przepiękne zdjęcia, wspominając własne bieszczadzkie wędrówki. : )

    • Mateusz
      Opublikowano o 07:20h, 04 września Odpowiedz

      Dzięki! Sami często wracamy do tych zdjęć, zwłaszcza jak za oknem kiepska pogoda 🙂 Fajnie tak powspominać.

Skomentuj