1346 m – Tarnica zimą

Widok z przełęczy w stronę Tarnicy

1346 m – Tarnica zimą

Polubiliśmy się z zimą na tyle, że na kolejny cel obraliśmy sobie Tarnicę – najwyższy szczyt polskich Bieszczad.

Tarnica zimą – tak miała wyglądać kolejna nasza wizyta w Bieszczadach. Nadeszła bowiem chyba pora, aby wreszcie wejść na najwyższy polski szczyt tego pasma. Plan był dosyć ambitny, bo nie ograniczał się tylko do wejścia na Tarnicę. Zakładał także dalsze przejście na Halicz oraz powrót przez Rozsypaniec, a to wszystko zimą. Na miejsce startu wybraliśmy Wołosate, bo szlak niebieski gwarantował najszybszy czas dostania się na szczyt. Dodatkowym plusem było to, że szlak ten nawet zimą jest chętnie uczęszczany i liczyliśmy, że ścieżka będzie przedeptana. Co prawda czerwony szlak prowadzący z Ustrzyk Górnych przez Szeroki Wierch wydawał się bardziej widokowy, ale zimą nie chcieliśmy specjalnie ryzykować. Zależało nam na czasie. Tym razem nasze grono powiększyło się o spragnioną widoków koleżankę, więc w trójkę ruszyliśmy w drogę. Prognozy pogody były łaskawe, ale ciągle mieliśmy w głowie myśl, że „zimą w górach wszystko może się zdarzyć”. Zarzuciłem więc na siebie sporą ilość ubrań.

Szlak na Tarnicę

Mapa prezentująca nasz szlak na Tarnicę. Bieszczady, Wydawnictwo Compass

 

Pokryte śniegiem połoniny prezentowały się fantastycznie na tle czystego, błękitnego nieba. Z daleka można było rozpoznać poszczególne szczyty. Tarnicę z bliska podziwiałem dopiero pierwszy raz, dlatego zachęcałem resztę do sprawnego marszu. Pełni entuzjazmu ruszyliśmy przed siebie. Początkowy fragment prowadził nas otwartym terenem, a widok na szczyt był naprawdę piękny. Nieco trudniej zaczęło się robić w lesie, ale warunki były generalnie bardzo dobre. Śnieg był zmrożony i ubity, a kroki stawiało się stosunkowo pewnie.

Tarnica zimą widziana z początkowego fragmentu szlaku z Wołosatego.

Tarnica zimą widziana z początkowego fragmentu szlaku z Wołosatego.

 

Jakie skojarzenia przywołuje zima gdy ją sobie wyobrażamy? Pełno skrzącego się w blasku Słońca śniegu, lekki mróz i błękitne niebo? Dokładnie taka pogoda utrzymywała się przez cały dzień. Pokonywanie kolejnych metrów było czystą przyjemnością i z niecierpliwością oczekiwałem widoków ze szczytu. Szlak w dolnej części był dobrze przedeptany, więc utrzymywaliśmy niezłe tempo, przystając tylko co jakiś czas. Decyzja by wybrać się na szczyt właśnie z Wołosatego, okazała się póki co słuszna. Po drodze spotkaliśmy sporo turystów, którzy tak jak my chcieli wykorzystać ten dzień na jakąś zimową aktywność. Zanim zdążyliśmy się zorientować, piętro lasu zaczęło ustępować otwartej przestrzeni i wkrótce mogliśmy podziwiać zimową Tarnicę w całej okazałości. Nie jest to w zasadzie ani wysoki, bo liczy 1346 metry, ani wybitny szczyt, ale widok o tej porze roku robił wrażenie.

Przez przełęcz (po lewej), a potem dalej w kierunku szczytu. W oddali widać krzyż stojący na wierzchołku Tarnicy.

Przez przełęcz (po lewej), a potem dalej w kierunku szczytu. W oddali widać krzyż stojący na wierzchołku Tarnicy.

 

Od tego miejsca zaczynały się głębsze pokłady śniegu, które trochę nas hamowały. Miejscami biały puch sięgał nam nawet kolan i radośnie wpadał do butów. Przydałyby się na pewno stuptuty, ale byliśmy zbyt „zieloni”, żeby o tym pomyśleć wcześniej. Spokojnie jednak, krok za krokiem zmierzaliśmy w stronę przełęczy, czyli bardzo charakterystycznego punktu na trasie, widocznego już z daleka. Na zdjęciu powyżej znajduje się przy samej lewej krawędzi kadru. Szlak jest poprowadzony tak, że idąc od strony Wołosatego, Tarnicę obchodzi się trochę od tyłu. Wydeptana ścieżka prowadząca na szczyt od razu rzucała się w oczy. Rozdeptany śnieg usypywał się spod nóg i momentami trzeba było uważać by nie zsunąć się na dół. Przy większych opadach może być trochę kłopotliwie. Kilka minut później zameldowaliśmy się na szczycie, gdzie czekały na nas świetne widoki i widzialność sięgająca ponad 100 km!

Widok na Przełęcz pod Tarnicą. Widać wyraźną ścieżkę prowadzącą na szczyt Tarnicy oraz postawiony tam krzyż.

Przełęcz i widoczna ścieżka prowadząca na szczyt Tarnicy (na dalszym planie).

 

Nie spiesząc się specjalnie, pozwoliliśmy sobie na dłuższą przerwę. Trzeba było się przecież posilić i zrobić obowiązkową sesję zdjęciową. Udaliśmy się po chwili w stronę Przełęczy Goprowskiej. To dosyć duże obniżenie terenu, ale tamtędy prowadzi szlak z Tarnicy na Halicz.

Na szczycie Tarnicy zimą.

Na szczycie Tarnicy zimą.

 

Mieliśmy jednak kłopot z odnalezieniem właściwej drogi. Uroki zimy. W różnych kierunkach prowadziły szlaki narciarzy i do końca nie wiedzieliśmy który z nich wybrać. Dodatkowo zimą nie zawsze wypada poruszać się po oryginalnym przebiegu szlaku i mieliśmy mały problem, żeby z tej Tarnicy ruszyć dalej. Ostatecznie wybraliśmy źle. Okazało się, że zalega tam masa śniegu, w której utknąłem po pas. Zrobiło się trochę niebezpiecznie, więc zawróciliśmy obchodząc to miejsce nieco wyżej. W Bieszczadach też potrafią zejść lawiny.  Zostało nam już tylko kierować się na dół.

Ścieżka prowadząca nieco wyżej jest tą właściwą. My niestety początkowo poszliśmy na wprost. Zalegający śnieg mógł okazać się niebezpieczny.

Wspomniane miejsce. Ścieżka prowadząca nieco wyżej jest tą właściwą. My niestety początkowo poszliśmy na wprost. Zalegający śnieg mógł okazać się niebezpieczny.

 

Szliśmy w dobrym tempie więc zakładaliśmy, że rozprawienie się z resztą szlaku nie powinno być kłopotliwe. Niestety już w okolicach, w których teren piął się w stronę Halicza, spotkaliśmy zawracającą z tamtego miejsca grupę turystów. Wymieniliśmy uprzejmości i zapytaliśmy o dalszą drogę. Nie mieli dobrych wiadomości. Okazało się, że w okolicach Halicza cały stok jest oblodzony i oni pomimo posiadania raków postanowili nie ryzykować wejścia. Stało się jasne, że dalsze podchodzenie w tamtą stronę może być po pierwsze głupie, a po drugie bezcelowe. Nie było innego wyjścia jak powrót. Tarnica zimą pokonana, ale z części planów musieliśmy zrezygnować. O ile schodzenie po tym głębokim śniegu było bezproblemowe i długie susy mogły sprawiać frajdę, o tyle podchodzenie pod górę okazało się koszmarem. Osuwający się, głęboki śnieg demotywował jak mało co – minusy bieszczadzkiej zimy.

Tarnica widziana z Przełęczy Goprowskiej.

Widok na Tarnicę z Przełęczy Goprowskiej

 

Droga dłużyła się i dłużyła, ale ostatecznie wróciliśmy na przełęcz pod Tarnicą. Co dalej? Dopiero południe i sporo czasu przed nami. Decydujemy się na bezpieczną opcję – szybki wypad na Połoninę Wetlińska. Koleżanka nie miała jeszcze okazji oglądać panoramy, która się stamtąd roztacza, więc po zejściu na parking w Wołosatym, pojechaliśmy w stronę Przełęczy Wyżnej. Żółty szlak na szczyt znaliśmy już dobrze i spokojnie dreptaliśmy do góry. Dodatkowo warto pamiętać, że szlak bywa często przetarty, bo używają go GOPRowcy, no i na górze stoi przecież schronisko. Jeszcze trochę żałowałem, że nie udało nam się pokonać zaplanowanej pierwotnie trasy. Może gdybyśmy spróbowali, to udałoby się nam podejść na Halicz? Szybko jednak wracam na ziemię. Nie ma co ryzykować skoro inni, wyposażeni w raki odradzali taki pomysł. Na Połoninie Wetlińskiej jest jak zawsze, czyli pięknie.

Sporo turystów skorzystało z bezchmurnej pogody. Dużą grupę stanowiły osoby zjeżdżające po zboczach na nartach.

Sporo turystów skorzystało z bezchmurnej pogody. Dużą grupę stanowiły osoby zjeżdżające po zboczach na nartach.

 

Skorzystaliśmy z okazji, że zbliżał się wieczór i zaczekaliśmy, aż Słońce zacznie się chować za horyzontem. Piękne widoki gwarantowane. Dla mnie to kolejny raz, kiedy mogłem podziwiać zachód w górach. Dla koleżanki to debiut i chyba się jej podobało. Momentalnie zapomnieliśmy o porannej wycieczce na Tarnicę i dalszych niepowodzeniach. Ciężko jednak traktować je w kategorii porażki. Czasami po prostu lepiej jest zawrócić, żeby nie narażać się na jakiś uraz. Góry zimą bywają przecież wyjątkowo niebezpieczne.

Chatka Puchatka zimą.

Chatka Puchatka zimą.

 

Chociaż chcielibyśmy zamrozić tę chwilę na dłużej, to zmuszeni jesteśmy schodzić w stronę samochodu. Nie udało nam się zrealizować zamiarów do końca, chociaż wejście na Tarnicę zimą było naprawdę fajnym przeżyciem. Każdy z nas na pewno zaliczył ten dzień do wyjątkowo udanych. Samo wejście na szczyt z Wołosatego, zajmuje wg map około 2 godziny, ale to czas dla warunków letnich. W zależności od pokrywy śnieżnej, może się on znacznie wydłużyć. No i trzeba pokonać ponad 600 metrów przewyższenia, co stanowi już całkiem pokaźną wartość. Nasz oryginalny plan, czyli pętelka przez Tarnicę, Halicz i Rozsypaniec wymaga przejścia około 20 km. Trzeba poświęcić na nią od 6 do 7 godzin i doliczyć przerwy.

W galerii tradycyjnie trochę więcej zdjęć. Możecie sobie pooglądać jak ten szlak w rzeczywistości wygląda. Jeżeli chcecie być zawsze na bieżąco i otrzymywać maile o kolejnych wpisach, zostawcie swój adres e-mail. Znajdziecie nas również na Facebooku, Pozdrawiamy!

Pełna galeria zdjęć w do znalezienia w zakładce

Zobacz więcej podobnych relacji:

Brak komentarzy

Skomentuj